Skocz do zawartości

A- A A+
A A A A
Zdjęcie

Jak wytłumaczyć rodzinie

rodzina niezrozumienie

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
13 odpowiedzi w tym temacie

#1 czarrnulka999

czarrnulka999

    Widz

  • Użytkownik
  • Pip
  • 4 postów

Napisano 30 wrzesień 2019 - 10:53

Dzień dobry,

Pisze w sprawie nierozumienia przez rodzine. Do rzeczy jestem osoba niepelnosprawna od okresu nastoletniego. Mam II stopien niepelnosprawnosci (mialam I  ale utracilam dluga historia) oraz rente socjalna. Jestem osoba mloda po 20stce i teoteretycznie nigdy nie pracowalam tak normalnie. Nie jest to niepelnosprawnosc ruchowa. Musialam studiowac z powodow finansowych zmuszona w pewnym sensie przez rodzine ale do sedna Od poczatku umowilam sie z rodzina ze to tylko z powodow finansowych a nie wiaze z tym przyszlosci ja tego nie chce i nie czuje sie z tym dobrze. Mysalam ze mi przejdzie ta niechec ale z czasem sobie zdalam sprawe ze nie wiadomo jak sie bede kiedys czula i ze lepiej trzymac sie tych swiadczen i tylko dorabiac jak mnie przypili. Mieszkam z rodzina pomagamy sobie finansowo i nie mamy jakichs wielkich problemow z pieniedzmi. Problem w tym ze rodzina nie akceptuje mojej niepelnosprawnosci wstydzi sie mnie i zmusza mnie zebym podjela prace w wyuczonym zawodzie (do ktorego mnie nie zmusili ale ogolnie do studiow)  i zebym zrezygnowala ze swiadczen bo wwstyd. oni nie szanuja ludzi jak to mowia "bez szkoly" ale ja tego nie chce zawod jest ok fajny ale nie chcialam tego nie jestem szczesliwa nie bede tego pokazywac jesli tak nie jest. jesli juz to nie chcialam sie uczyc teraz, moglam po 30stce mnostwo ludzi tak robi dziecka nie mam problemow finansowych tez nie wiec nie widze sensu zeby to pospieszac ale musialam z ich powodu. malo tego nie podoba im sie ze wole prace fizyczna od umslowej i ja sama siebie oszukiwalam ze to sie zmieni w mojej glowie ale tak nie jest. nie chce takiej normalnej pracy tylko dorabienie u kogos plus swiadczenia tak jest dobrze dlaczego nikt tego nie rozumie. poza tym sam mooj lekarz prowadzocy powiedzial ze jesli podejmie prace taka normalna udokumentowana to juz raczej swiedczen nie odzyskam ani tym bardziej takiej wypracowanej renty po 5 latach pracy nie dostane tym bardziej. rodzina myslala ze mnie zmusi do czegos i wszystko bedzie cacy a to tylko dzialanie na szkode. musze sie wyzalic gdzies wywalic to z siebie. nigdy nie chcialam studiowac jesli juz to jak bede dojrzalsza czuje sie dobrze w pracy fizycznej tylko jest haczyk ze do takiej pracy trzeba miec zdrowie a ja go nie zbytnio nie mam do zadnej pracy niestety. ale praca fizyczna daje mi radosc i w sumie jak kiedys zostane sama to sobie poradzimy z  bliska osoba z tch pieniedzy lus dorabiania. jak to wytlumaczyc rodzinie? przepraszam za bledy i literowki. rodzice mi powiedzieli ze niby tylko z powodow finansowych te studia zebym dala spokoj pewnie a ppotem mysleli ze o tym zapomne i zmusza mnie do calego zycia


  • 0

#2 __ANIOLEK__

__ANIOLEK__

    Orator

  • Super Moderator
  • 5399 postów
  • Skąd:home

Napisano 30 wrzesień 2019 - 12:05

Strasznie trudna sytuacja, bo to jak dwa światy - rodzice swoje, a Ty swoje. Zdecydowanie największy problem to mają rodzice, bo zapominają, że to Ty masz być szczęśliwa i nie ważne jaka droga do tego prowadzi. Nie można nikogo i do niczego zmuszać, szczególnie jak już ktoś jest dorosły. Problem polega na tym, że Ty mieszkasz z nimi i dopóty z nimi mieszkasz, to będą dyktować Ci warunki, bo wyraźnie nie odpuszczają. Niestety niezależność to nie tylko finanse i decydowanie o pewnych rzeczach, ale przede wszystkim mieszkanie - własne lub wynajęte. Rozumiem, że w tym momencie nie bierzesz takiego wariantu pod uwagę, bo fizycznie i praktycznie nie masz jak, ale z czasem trzeba pomyśleć o tym, bo rodzice nie będą wiecznie żyć i pomagać Tobie, a czasami to przeszkadzać wręcz w spełnianiu się. Na chwilę obecną pozostaje rozmowa i próba wytłumaczenia, że jesteś nieszczęśliwa i dlaczego jesteś tak naprawdę nieszczęśliwa. Gdy to nie pomoże, można spróbować skorzystać z mediatora rodzinnego, ale nie wiem, czy ostatecznie by ich to nie rozwścieczyło - https://deon.pl/inte...-rodzinie,80484
Próbować trzeba, bo widać, że zależy Ci na rodzinie. Może któraś ze stron jest bardziej ugodowa, np.: mama, albo jest ktoś, kto mógłby pomóc Wam się pogodzić. Na pewno nie rób rzeczy, które Cię unieszczęśliwiają, bo to jest totalna katastrofa. Możesz spróbować znaleźć sobie jakieś zajęcie lub hobby albo czymś mile ich zaskoczyć. Nie poddawaj się, pracuj z radością, a nie z przymusu. Pod pręgierzem nie da się żyć, można tylko depresji się nabawiać. Masz prawo być osobą, jaką chcesz i kim chcesz, jeśli rodzina nie chce Cię wspierać, to przynajmniej niech Ci nie przeszkadza. Niech Ci da szansę i możliwość popełniania własnych błędów i uczenia się na nich. Praca fizyczna to żadna hańba, praktycznie prace domowe to też fizyczne ;), więc ja nie rozumiem skąd ta niechęć?
Człowiek teoretycznie pracuje całe życie zarówno fizycznie, jak i umysłowo. Nie ma się czego wstydzić, a tym bardziej tak bardzo denerwować. Gorszym problemem byłoby gdyś nic nie chciała robić, a Ty przecież chcesz tylko po swojemu odnaleźć się w życiu. Wspieram duchowo i wyżalaj się, ile tylko tego potrzebujesz... :heart:
Każdy musi przeżyć życie po swojemu, inaczej to nie jest jego życie tylko cudze...
  • 0

Prawdziwą miarą osoby jest to jak traktuje tych, którzy nie mogą wyświadczyć jej żadnej przysługi — Ann Landers —


#3 czarrnulka999

czarrnulka999

    Widz

  • Użytkownik
  • Pip
  • 4 postów

Napisano 30 wrzesień 2019 - 15:18

dziekuje bardo za odpowiedz;) oczywiscie mieszkanie mieszkaniem ale to nie jest tak ze oni mi pomagaja a ja zeruje ja tez im pomagam i jest tak juz ze zyjemy w symbiozie:). dyktowac warunki az tak to nie ale nie chce zeby ktos sie na mnie gniewal bliski chce zeby juz odpuscil. a co do domu to jest na tyle duzy ze lekka przebudowa dwudniowa i mozna zrobic dwa osobne mieszkania dla dwoch rodzin wiec sie nie martwie jest mowione ze to jest normlanie do zamieszkania ale temat nie o tym

 chcialam poznac tez wasza opinie czy zrobic tak i trzymac sie tych swiadczen i nie palic za soba mostow czy sporobowac sie wdrozyc w cos?

 

a odnosnie tego ze problemem by bylo gdybym nic nie chciala robic to pracowalam juz fizycznie ale uwazam ze sa rzeczy meskie i damskie i u nas przynajmniej w miesjszych miastach wiele kobiet zajmuje sie domem i to nie znaczy ze nic nie robi, wychowuja dzieci. kazdy zyje po swojejmu czesc kobiet pracuje a czesc nie. jesli sie ma pieniadze na utrzymanie to jest pewna dowolnosc ale pracy w domu nie nazwalabym nic nie robieniem. u mnie jest tak ze moge sie utrzymac wiec moge dorabiac dla przyjemnosci albo calkiem zrezygnowac z pracy jesli chce. w przypadku kobiet chyba nie mozna mowic o nic nie robieniu:)

 

wiem ze to jest destrukcjne bo troche sie buntuje widac lekko jeszcze ale dzieki ze moglam wywalic to z siebie troche:)


Użytkownik czarrnulka999 edytował ten post 30 wrzesień 2019 - 15:24

  • 0

#4 Boginka

Boginka

    Podpowiadacz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPip
  • 269 postów
  • Skąd:Warszawa

Napisano 01 październik 2019 - 14:18

Ja podejdę do sprawy trochę inaczej niż Aniołek. Z góry uprzedzam – mniej sympatycznie.

 

Z Twoich wypowiedzi trudno mi ocenić sytuację pod pewnymi względami. Piszesz, że praca fizyczna daje Ci większą satysfakcję niż umysłowa (i w tym rzeczywiście nie ma nic złego), ale zaraz potem dodajesz, że tej pracy fizycznej nie mogłabyś wykonywać w pełnym wymiarze czasu. To już pewnego rodzaju problem. A potem jeszcze pojawiają się elementy w stylu „uważam że są rzeczy męskie i damskie i u nas przynajmniej w mniejszych miastach wiele kobiet zajmuje sie domem” oraz „w przypadku kobiet chyba nie można mówić o nic nie robieniu”. Znaczy okazuje się, że to nie jest tak, że kochasz jakąś pracę natury fizycznej i niestety nie możesz jej wykonywać pełnoetatowo, a bardziej tak że w sumie nie wiadomo czy chcesz pracować zawodowo i przesuwasz kryteria wyboru: najpierw na pracę fizyczną (którą możesz wykonywać tylko dodatkowo), a potem na zajmowanie się domem (mimo że nie masz dzieci i męża). To jednak zmienia sytuację. Czym innym jest gdybyś chciała być np. zawodowym złotnikiem albo miała męża, który popiera pozostanie w domu, a rodzice suszyli Ci głowę że nie jesteś inżynierem, a czym innym jeśli w sumie wychodzi na to, że być może wolałabyś nie pracować zarobkowo w żadnym zakresie i długoterminowy plan na życie masz taki, że sobie będziesz przy rodzicach.

 

Jest oczywiście prawdą, że dorosłe dziecko jest właśnie dorosłe, a więc ma prawo realizować się po swojemu. Ale to ma swoją cenę. Pierwszym elementem tej ceny jest że nie można nikomu zakazać posiadania zdania. Dlatego rodzice w zasadzie mają prawo być niezadowoleni z Twoich wyborów życiowych (jeśli są to wybory, a nie sytuacja przymusu). A Ty masz prawo się tym niezadowoleniem nie przejmować, jeśli uważasz je za niesłuszne. Z tym że w Twojej sytuacji jest ambaras: mieszkasz z nimi.

 

To po pierwsze problem najzwyczajniej dlatego, że napięcia wynikające z różnicy planów na życie najłatwiej rozwiązuje się mieszkając oddzielnie. Mój Ojciec może być niezadowolony z tego jak prowadzę dom, ale w sumie na co dzień ani go to grzeje ani ziębi... bo bywa u mnie na kawę, a nie ze mną mieszka. Podobnie może mieć np. zastrzeżenia do moich decyzji zawodowych, ale żyjąc na własny rachunek udowodniłam, że daje sobie radę, on się o mnie martwić nie musi, a zatem nie musi też brać odpowiedzialności za moje decyzje. Gdybyśmy żyli w jednym domu, moje wybory z konieczności dotyczyłyby też jego.

 

[Dygresja: dlatego też nie uważam, że każdy ma się prawo realizować jak tylko zechce. Gdybym jeszcze mieszkała z Ojcem, a on np. postanowiłby wyprowadzić się w poszukaniu sensu życia na drugi koniec Polski, zostawiając mi pod opieką zbyt drogie w utrzymaniu i za duże mieszkanie... to jego samorealizacja mocno by mi popsuła plany. I vice versa: gdybym ja np. podjęła takie decyzje finansowe, że musiałby mnie utrzymywać albo patrzeć jak przymieram głodem, to nieuczciwie byłoby powiedzieć, że mam tak po prostu prawo i do takich decyzji, i do jego bezdyskusyjnej pomocy jednocześnie.]

 

Piszesz, że z rodzicami żyjecie w symbiozie i sobie nawzajem pomagacie. Ciekawi mnie czy byłabyś w stanie długoterminowo funkcjonować bez udziału rodziców? Bo jeśli tak – i to nie tylko tak Ci się wydaje, a to sprawdziłaś – to okej. Ale jeśli nie, to jest problem. Bo to znaczy, że np. wystarczy żeby ktoś poważnie zachorował i będzie kłopot: utrzymasz się wtedy sama od ręki?

 

A co do samej pracy... Masz około 20 lat. Jeśli Twoja niepełnosprawność nie rokuje na wyleczenie, ale też nie skraca Ci mocno życia, masz przed sobą kilka dekad aktywnego dorosłego życia. Młodość to okres, kiedy zbieramy karty do gry w życie – im więcej dobrych kart, na tym lepiej jesteśmy przygotowani na niespodzianki na późniejszych etapach. Im mniej dobrych kart, tym więcej rzeczy może nas później niemile zaskoczyć.

 

Ty już masz słabą kartę w ręce – niepełnosprawność. Powinnaś więc starać się uzyskać jak najwięcej innych dobrych kart. Bo wprawdzie „każdy żyje po swojemu” i że jeśli ma się źródło utrzymania, to nie ma problemu, ale Twoim źródłem utrzymania jest w tej chwili obietnica, że ZUS będzie Ci nadal wypłacał świadczenie. Może przestać. Wyobraź sobie: mija np. dziesięć lat na rencie i tracisz świadczenie, tj. masz koło trzydziestki – będzie Ci łatwiej zacząć pracować?

 

Są oczywiście ludzie, których niepełnosprawność wyklucza pracę zawodową czy samodzielność. W pewnym sensie są więc zwolnieni z martwienia się o to. Ale to nie jest zaleta a kłopot. Bo jeśli coś im się w życiu posypie, będą jeszcze bardziej zdani na bezinteresowną życzliwość obcych.

 

Podsumowując konkretniej:

- Jeśli Twoja niepełnosprawność jest trwała, uważam, że ważne jest przetrenowanie całkowitej niezależności od rodziców, jeśli jest to stan osiągalny. Bo łatwo zakładać, że będziesz spokojnie żyła z nimi przez np. następne dwadzieścia lat... ale potem możesz stanąć wobec nagłej konieczności poukładania życia bez tej „symbiozy” i bez żadnego okresu treningowego. Podpowiadam z doświadczenia: wtedy będzie trudniej i będzie żal, że się nie trenowało wcześniej a do tego może nagle wyjść ile małych rzeczy w tym "równym" układzie robili jednak tylko rodzice.

 

- Podjęcie pracy na rencie zawsze stanowi jakieś ryzyko (są o tym wątki na forum) i ja za Ciebie nie poniosę tego ryzyka. Ale ogólnie młodym dorosłym ON zawsze sugeruję poważne rozważenie pracy zawodowej, jeśli ich niepełnosprawność to umożliwia a nie pogorszy się szybko. Bo układanie sobie życia na podstawie samej renty oznacza, że wierzysz, że ZUS będzie Ci ją bez problemu wypłacał w długim terminie (np. dwadzieścia – czterdzieści – sześćdziesiąt lat). Jeśli uważasz, że jednak może kiedyś musiałabyś wejść na rynek pracy żeby się utrzymać, to z upływem czasu nie będziesz w lepszej sytuacji. Będziesz np. nie tylko niepełnosprawna, ale także np. trzydziestolatką czy czterdziestolatką bez doświadczenia i z nagłą potrzebą zatrudnienia „od wczoraj”.


  • 2

boginka (rzecz. mit.) – duch opiekuńczy lub wiedźma; jakże to ludzkie. :)


#5 __ANIOLEK__

__ANIOLEK__

    Orator

  • Super Moderator
  • 5399 postów
  • Skąd:home

Napisano 01 październik 2019 - 15:53

Wspomniane nic nie robienie to tak z przymrużeniem oka, bo to w zasadzie mało wykonalne ;) Dlatego, że człowiek całe życie coś robi lub czymś się zajmuje. Aby odpowiedzieć na Twoje kolejne pytanie:

 

chcialam poznac tez wasza opinie czy zrobic tak i trzymac sie tych swiadczen i nie palic za soba mostow czy sporobowac sie wdrozyc w cos?

 

Świadczenie to konkretne pieniądze, ale zawsze można je stracić, szczególnie jak są ku temu przesłanki. Osobiście nigdy nie palę mostów, bo nie widzę w tym sensu. Pytanie, czy posiadanie świadczeń i dorabianie Cię zadowala, czy jednak wolisz poszukać coś w co mogłabyś się wdrożyć? Czy jest w ogóle coś takiego, czym mogłabyś się zająć??! Czy masz na to chęć i siły oraz motywację?! Czy raczej dobrze Ci jest tak, jak jest. Zdecydowanie sam "słomiany zapał" to za mało na tak ważną i istotną decyzję.


  • 1

Prawdziwą miarą osoby jest to jak traktuje tych, którzy nie mogą wyświadczyć jej żadnej przysługi — Ann Landers —


#6 kaska_zaborze

kaska_zaborze

    Gawędziarz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 1171 postów
  • Skąd:z wnętrza.

Napisano 01 październik 2019 - 16:39

Piszesz, że praca fizyczna daje Ci większą satysfakcję niż umysłowa (i w tym rzeczywiście nie ma nic złego), ale zaraz potem dodajesz, że tej pracy fizycznej nie mogłabyś wykonywać w pełnym wymiarze czasu. To już pewnego rodzaju problem.

 

Miałam napisać to samo,dlatego nie wiem czarnulka czy chcesz pracować czy nie, i czy np. stanie przy taśmie 12h dało by ci satysfakcje o której piszesz przy pracy fizycznej.

 

Są oczywiście ludzie, których niepełnosprawność wyklucza pracę zawodową czy samodzielność. W pewnym sensie są więc zwolnieni z martwienia się o to.

 

Bogini po raz pierwszy nie zgadzam się z Tobą. Nic nie zwalnia z myślenia o przyszłości, a tym bardziej niesamodzielność, bo jak wiesz ta generuje dwa razy więcej problemów i trzeba być dobrym dydaktykiem żeby je umieć rozwiązywać, zwłaszcza, że jak sama piszesz zostaje nam tylko ZUS.


Użytkownik kuba edytował ten post 02 październik 2019 - 19:16
Poprawiono cytaty

  • 1
Wciąż ma się mało lat a już się tyle przeżyło.Powoli dogasa blask tych co już nie wrócą dni.
Piotr Bukartyk.

#7 Boginka

Boginka

    Podpowiadacz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPip
  • 269 postów
  • Skąd:Warszawa

Napisano 01 październik 2019 - 17:58

Nic nie zwalnia z myślenia o przyszłości, a tym bardziej niesamodzielność

 

To może sprecyzuję o co mi chodziło (tak na wszelki wypadek), bo napisałam że tak jest "w pewnym sensie". :)

 

Jeśli jest osoba kompletnie niesamodzielna, która wie że niesamodzielna pozostanie (np. ma uraz rdzenia kręgowego na wysokości szyi albo późny etap zaniku mięśni), to z mojego punktu widzenia bez sensu byłoby ją cisnąć, że powinna się samodzielna w tradycyjnym sensie stać – nie może.

 

To, co może robić ktoś w tej sytuacji, to np. próbować znaleźć różne środki uzyskania opieki (oprócz rodziny także DPS, stowarzyszenia charytatywne, przyjaciół itd). Każdy zysk jest w tej sytuacji dobry, ale w tym wszystkim taka osoba będzie mocno ograniczony wolną wolą i dobrocią innych.

 

W takiej sytuacji samo martwienie się nie przysparza opcji i ciśnięcie człowieka że musi coś wymyślić niekoniecznie go wzmacnia. Co innego, gdybym oprócz ciśnięcia i wymagania miała takiej osobie do zaoferowania pomoc.

 

W tym sensie gdyby Autorka była według swojego opisu osobą głęboko niesamodzielną, nie byłabym tak zasadnicza i surowa. Byłabym bardziej skłonna powiedzieć „cóż, musisz żyć i mieć nadzieję, że sprawy się całkiem nie posypią (i robić co możesz)” a nie „masz obowiązek jak najlepiej się zabezpieczyć”. Bo czasami się – tragicznie – porządnie zabezpieczyć nie da, martwienie się nie pomaga i pozostaje znaczne skrócenie perspektywy (przeżyć jutro, ten miesiąc, ten rok). W takiej sytuacji nie miałabym prawa do stawiania wymagań, których człowiek nie może zrealizować, jeśli nie mogłabym lub nie chciałabym mu w ich realizacji pomóc.

 

Ale sądząc po opisie, Autorka nie jest w tak złym położeniu i dlatego trochę robię jej kazanie, zamiast tylko chwalić i pocieszać (a zrobi z nim co zechce). :)


Użytkownik Boginka edytował ten post 01 październik 2019 - 18:00

  • 1

boginka (rzecz. mit.) – duch opiekuńczy lub wiedźma; jakże to ludzkie. :)


#8 czarrnulka999

czarrnulka999

    Widz

  • Użytkownik
  • Pip
  • 4 postów

Napisano 02 październik 2019 - 15:33

Bardzo dziękuję za odpowiedzi w moim wątku. :) Czy będą sympatyczne czy nie - rozumiem trzeba wyrażać siebie. :) Tylko trzeba wziąć pod uwagę fakt, że nie było tam nikogo z Was, nikt z Was nie widział sytuacji mojej rodziny ani tego jak pracuje. Nie jest tak, że nie kocham jakiejś pracy, bo fizyczna mi bardzo odpowiadała, a odnośnie wymiaru godzin praca - dorabianie wcale nie ma małego wymiaru godzin, bo i po 16h niekiedy, ale to jest fajne, że daje pewną dowolność i możliwość dysponowania czasem, bo np kolejne dni mogę mieć wolne; uzgadniam wszystko z przełożonymi, mogę jeździć do lekarzy (bo wiadomo, że wizyty są o różnych porach) i naprawdę bardzo mi to odpowiada. Takiej pracy dorabiającej jest mnóstwo znam paru emerytów, którzy w ten sposób dorabiają, tak samo zajmowanie się dzieckiem - również to robiłam i byłam bardzo zadowolona i strona przeciwna również. Chodzi o to, że rodzina nie akceptuje mojej niepełnosprawności i namówiła mnie na studiowanie z powodu tego, że im były potrzebne pieniądze z tego studiowania (więc przyczyna nie moja) i chcą żebym przestała być niepełnosprawna, rzuciła wszystkie świadczenia, a ja jestem zdania, że poglądy są różne i w mniejszych miastach są tym bardziej różne - nie ma nic złego w zajmowaniu się domem przez kobiety - (u nas na osiedlu nawet większość kobiet i to pełnosprawnych pełnią tą funkcję). I ja mam tą dowolność, że nie muszę być zależna od męża i od swojego stanu zdrowia. Podstawę mam, a dorabianie jest świetną sprawą. Każdy ma swoje poglądy; na tę chwilę praca fizyczna na tak, tylko, że w takiej formie żeby nie zabrano mi świadczeń, a później to zależy jak się potoczy wszystko i w jakim wymiarze godzin. Argumenty - nie mam męża ani dzieci, owszem, ale nie będzie tak wiecznie, mam bliska osobę (partnera) i wiadomo ludzie łączą się w pary - jest im lżej. Prace budowlane (oczywiście nie takie bardzo bardzo ciężkie) i inne fizyczne oraz zajmowanie się dzieckiem na plus. Dobrze się czuję gdzieś w środowisku innych rodzin i tak też były obie strony zadowolone. Na taśmie - nie wiem, bo nie wiem czy się da takim systemem, szpital - to samo (w sensie salowa). W sumie bardziej sprzątanie mi odpowiada, ale budową też nie gardziłam. A oszczędzać mocno umiem i zapewniam, że jeszcze ja daję pieniądze rodzinie, wiec nie byłoby problemu w przyszłości z świadczeniami plus praca dorabianie plus z bliska osoba, bo do tego w końcu dążymy. Najgorzej jest z mamą, myślę nawet, że ona jakbym mieszkała w innym kraju, to by nie zaakceptowała pracy fizycznej - gardzi takimi ludźmi. Ona nawet wmawia wszystkim i mnie też, że ja nie pracowałam, mówi, że np. lekarz, to jest praca, a inne nie... Mało tego, proponowano mi nieraz uczestnictwo w warsztatach terapii zajęciowej i ja bardzo chciałam poznać tam różnych ludzi, ale rodzice się wstydzili i nie pozwolili mi na uczestnictwo... Matka gardzi, zauważyłam, niepełnosprawnymi, np. niedaleko nas mieszka chłopak poruszający się na wózku z rodziną i mama mówi, że takie coś będzie miało żonę? W sensie, że on jest z rodziną i ona mu pomaga, a nie żona, a ja na to: - Dlaczego nie? - odpowiedziałam. Pisze tak chaotycznie, ale jak można mówić "to" o człowieku, normalnie on może mieć żonę lub nie, nie każdy jest taki sam. Także wydaje mi się, że takie osoby tak mówiące maja jakieś problemy ze sobą, a nie ja...

Pozdrawiam ciepło osoby sympatyczne i niesympatyczne:) przepraszam za błędy i chaotyczne pisanie


Użytkownik kuba edytował ten post 02 październik 2019 - 19:15
Poprawiono interpunkcję

  • 0

#9 Boginka

Boginka

    Podpowiadacz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPip
  • 269 postów
  • Skąd:Warszawa

Napisano 02 październik 2019 - 19:54

Tu są co najmniej dwie różne kwestie:

  1. Tego, czy dobrym wyborem życiowym jest ustawienie się tak, że wykonujesz tylko dorywczo pracę fizyczną – do tego głównie się odniosłam (zakładając, że Twoi rodzice być może martwią się o Twoją przyszłość i to wcale nie byłoby głupie, bo renta naprawdę nie jest wieczna). W tej kwestii pozostaję przy zdaniu wyrażonym wyżej (być może ograniczasz sobie opcje, gdyby coś się popsuło w przyszłości i podjęcie pełnoetatowej pracy stało się konieczne), ale wyraźnie tak wolisz. Oby życie powiodło Ci się tak, jak planujesz.
  2. Tego, że Twoim zdaniem rodzice wstydzą się Twojej niepełnosprawności i chcą, żebyś spełniała ich wymagania w zakresie wizerunku i prestiżu (nasza córka nie jest niepełnosprawna i ma prestiżową pracę). To już jest nie w porządku. O ile niezgoda na wybory dzieci dlatego, że zdaniem rodziców są one złe, ma jakiś sens, o tyle niezgoda egoistyczna jest nie na miejscu.

 

Problem niestety jest taki, że i tak nie sposób kogokolwiek zmusić do zmiany zdania. Jeśli rodzice uznają kogoś za autorytet (jakiegoś przyjaciela, burmistrza, księdza – kogokolwiek) można by tę osobę poprosić, żeby spróbowała ich „zmiękczyć”. Na wszelką bardziej formalną pomoc (mediatora, psychologa itd.) oni musieliby się zgodzić (a z tym może być problem). Oprócz tego w zasadzie możesz tylko prowadzić życie tak, że może ich to kiedyś przekona a w razie konieczności się usamodzielnić, jeśli to możliwe a będą nieprzejednani i Tobie będzie to nadal przeszkadzać.

 

Niestety ludzie czasem mają swoje własne plany, kompleksy, oczekiwania itd. które nakładają na swoje dzieci – sprawne czy niepełnosprawne. Nie powinni tak robić, bo dzieci to oddzielni ludzie i nie są od tego żeby zaspokajać apetyty rodziców, ale niestety żadnej łatwiej recepty na to nie ma. Niektórym wreszcie przechodzi (jak dzieci są szczęśliwe), inni wiercą dzieciom dziurę w brzuchu całe życie (mąż za mało przystojny, mieszkanie za biedne, dzieci za mało albo za dużo...). W tym drugim wypadku pozostaje się tylko uodpornić – choć oczywiście żal, że tak czasem trzeba, bo każde dziecko wolałoby być przez rodziców akceptowane.


Użytkownik Boginka edytował ten post 02 październik 2019 - 19:58

  • 1

boginka (rzecz. mit.) – duch opiekuńczy lub wiedźma; jakże to ludzkie. :)


#10 __ANIOLEK__

__ANIOLEK__

    Orator

  • Super Moderator
  • 5399 postów
  • Skąd:home

Napisano 02 październik 2019 - 20:22

Matka gardzi, zauważyłam, niepełnosprawnymi, np. niedaleko nas mieszka chłopak poruszający się na wózku z rodziną i mama mówi, że takie coś będzie miało żonę? W sensie, że on jest z rodziną i ona mu pomaga, a nie żona, a ja na to: - Dlaczego nie? - odpowiedziałam. Pisze tak chaotycznie, ale jak można mówić "to" o człowieku, normalnie on może mieć żonę lub nie, nie każdy jest taki sam. Także wydaje mi się, że takie osoby tak mówiące maja jakieś problemy ze sobą, a nie ja...


Trudno się mówi i żyje się dalej, Ty sama na pewno tego nie zmienisz. Twoja mama musiałaby chcieć się zmienić z takim myśleniem... Notabene w tym momencie przypominają mi się czasy naszych babć, gdzie na wsi wierzono, że jak w jakiejś rodzinie jest chore lub z garbem dziecko, to pewnie to kara boska, rzucony urok, jakiś szarlatan, czary i inne niewidy. Ludzie tak bardzo w to wierzyli, że odwracali się od tej konkretnej rodziny, szydzili, czy wytykali palcami... jak trędowatych. Niestety, niektórzy utknęli z takim myśleniem w tamtych czasach. Co więcej, są przekonani, że takie myślenie jest słuszne i jedyne z możliwych. Tymczasem z biegiem lat przychodzi coś takiego, jak starość i weryfikuje stosowne rzeczy. Okazuje się, że ludzie nie posiadają super mocy, że witalne zdrowie to linia, która zawsze leci w dół, a nie w górę, a kula, chodzik czy wózek, zdaje się być potrzebny każdemu z biegiem lat, bo nic nie jest dane na wieczność. Dociera, że nie ocenia się tak innych, bo było to zaściankowe, trywialne i irracjonalne.
Najczęściej nie myśli się o takich rzeczach (starości i niedomaganiu na stałe) gardząc słabością i innością, a tymczasem ta inność to tylko ludzkie ciało - wątłe, delikatne i jakże zmienne. W tym wszystkim potrzeba myślenia i jeszcze raz myślenia z dodatkiem chociażby odrobiny wrażliwości.
  • 1

Prawdziwą miarą osoby jest to jak traktuje tych, którzy nie mogą wyświadczyć jej żadnej przysługi — Ann Landers —


#11 kaska_zaborze

kaska_zaborze

    Gawędziarz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 1171 postów
  • Skąd:z wnętrza.

Napisano 03 październik 2019 - 10:11

Czarnulka strasznie musiałaś się męczyć na tych studiach, ale skoro je skończyłaś, to może nie było tak źle...

Nie odsądzajmy tej mamy od czci i wiary, są tacy ludzie jak ona i trzeba z nimi żyć. A jak na terapii zajęciowej ktoś ci sprawi przykrość to co zrobisz?... Psycholog tu nie jest potrzebny, problem tkwi w tobie czarnulka, skoro tak bardzo nie chcesz mierzyć wyżej to odetnij się od mamy...


  • 0
Wciąż ma się mało lat a już się tyle przeżyło.Powoli dogasa blask tych co już nie wrócą dni.
Piotr Bukartyk.

#12 czarrnulka999

czarrnulka999

    Widz

  • Użytkownik
  • Pip
  • 4 postów

Napisano 14 październik 2019 - 13:04

przepraszam ze troche nie pisalam ale mialam spory problem z siecia. to nie jest tak ze planowalam to ze nie bede pracowac w zawodzie ani ze nie zrezygnuje ze swiadczen. kiedys naprawde mialam problem ze nie akceptowalam swojej niepelnosprawnosci i tez sie wstydzilam, bliscy oczywiscie poglebiali to ale to juz jest temat zamkniety. lepsza juz nie bede szczesliwa nie jestem ale to czego nie da sie zmienic trzeba jakos polubic. czy nie jest tak zle? jak pisze osoba nade mna. to ukonczenie studiow to byly takie "studia" babskie i nawet nie byly dzienne wiec kazdy by je skonczyl. nie powiem zawod ciekawy napwrawde ale praca ciezka (nie fizycznie) i wiele osob zdrowych nie daje rady a co dopiero ja. nie przemyslelismy tego z rodzina bo byla umowa ze tylko ze wzgledow finnsowych ale w duchu myslalam ze sie przyzwyczaje i bede "taka jak wszyscy" i przywykne do stanowisk umyslowych. czekalam kilka lat i tak sie nie stalo i uswiadomilam sobie ze bede sie dusic w pracy siedzaco- papierkowej oraz w godzianch 7-15 lub 8-16. mialam nadzieje ze z czasem wyrosne ale widac papierki i biurokracja nie sa dla kazdego. trzeba polubic siebie i miec do siebie szacunek. oczywiscie na studiach odbywalam tez praktyki i bardzo mi sie podobalo ale zdalam sobie sprawe ze w zawodzie praktycznie nic nie robilam tylko bardzo dobrze mnie przyjeli w tej placowce i ze byla tez praca fizyczna (tylko dlatego mi sie podobalo). jako praktykantka wykonywalam tez normalna prace sprztajaca i nawet sama chcialam bo nie chcialam siedziec i nic nie robic. dopiero w tym roku jakos dotarlo do mnie ze ja sie do biura nie przyzwyczaje i chyba nawet to bylo pomylka (o czym nie wie ktos zbyt mlody wybierajacy studia) bo po tych studiach pracy nie ma jak po wiekszosci, nie wiem po co otwieraja tyle danych kierunkow skoro nie ma miejsc pracy, od znajomych rowniez wiem ze nie moga znalezc pracy po tym kierunku, zarobki sa niewiele wyzsze od renty dodajac dojazdy leki buty jedzienie itp to na jedno wychodzi :) fajnie jest czuc ze jest sie komus potrzebnym ale nie powinni mnie dopuscic w ogole do tych studiow (widzicie tak wyglada poziom w PL) ze wzgkedu na moje dysfukncje nawet sami rodzice mowia ze to nie powinno byc legalne. rozpisalam sie znowu. wiem ze renta nie jest wieczna oczywiscie ale u mnie sytuacja wyglada tak ze przy podjeciu oficjalnie pracy juz jej nie dostane ani tej po 5 latach pracy wiec lepiej sie jej trzymac i dorabiac a w razie czego nie tylko po studiach sa mozliwosci zawodowe. moi wszyscy znajomi bez studiow i nawet bez matury pracuja bez problemu. odnosnie poprzedniej wypowiedzi to racja z tym ze nie mam problemu a MIALAM ze chcialam zyc wedle kogos i nie akceptowac siebie ale to juz za mna:) moj zawod wyuczony jest zbyt odpowiedzialny dla takiej osoby jak ja mysle a nie widzialam tego. czy nie chce mierzyc wyzej? dziwne. ludzie wykonuja przerozne zaowody nie wiem portier kasjerka nie sa potrzebni? powiecie im ze nie chca mierzyc wyzej? jest jakis odgorny nakaz ze kazdy ma byc np. kierownikiem? dla kazdego "wyzej" to jest co innego a nie dla kazdego praca jest calym zyciem. a z tym ze co zrobie jak ktos na warsztatach mi sprawi przykrosc - tak jak wszedzie nie jestem mimoza i ksiezniczka jakos na budowie sobie dalam rade a tam dopiero moga sprawic przykrosc... tak samo moga w sklepie na ulicy itp. chodzilam do szkoly publicznej jakos nie specjalnej i nie mialam nauczania indywidualnego i jakos zyje..  

 

taka ciekawostka- w niektorych krajach jest tak ze kandydaci np na nauczycieli zanim pojda na studia ida do szkoly na rok zobaczyc jak wyglada ta praca. i wiecie co kolo 50% z nich rezygnuje... wiec kazdy moze nie podolac tu widzicie normalni mlodzi zdrowi pelnosprawni ludzie rezygnuja wiec to sie czesto zdarza 


  • 0

#13 kaska_zaborze

kaska_zaborze

    Gawędziarz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 1171 postów
  • Skąd:z wnętrza.

Napisano 15 październik 2019 - 10:18

Odpisuje, bo odniosłaś się do mojego postu.

Stworzył się taki Twój rys psychologiczno-zawodowy: Jesteś stworzona do pracy fizycznej.

Gdyby ktoś Cię obraził na ulicy to policja lub straż miejska by interweniowała, bo to przestrzeń publiczna.


  • 0
Wciąż ma się mało lat a już się tyle przeżyło.Powoli dogasa blask tych co już nie wrócą dni.
Piotr Bukartyk.

#14 szach900

szach900

    Milczek

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 25 postów

Napisano 15 listopad 2019 - 17:05

Temat już był dawno temu(przepraszam za błędy również i jak czegoś nie zrozumiałem)..

Ale chciałem coś dopisać. Bo ja w podobnej sytuacji tylko. Ja moze napiszę swoje doświadczenie jakie ja mam, bo to jest trochę podobna sytuacja do mojej. Chodzi ,ze ja tez mam rentę i II grupą orzecznie ,ale od urodzenia.  Nawet praca fizyczna dla mnie nie jest dobra. NIe wyobrażam sobie również pracy w ochronie.. Dlatego leże i ćwicze. Choć mogę robić wszystko to jednak mam pewne ograniczenia. Mozna zgłupieć siedzieć cały czas w domu nic nie robić. Jednak proponuje nawet szukac az do skutku i próbować to czego się lubi. . Ale jakby co w końcu znalazłem dla siebie miejsce w sensie prace. Bo pracuje na pół etatu zdalnie przy komputerze i jestem zadowolony i wszyscy są zadowolenie. Choć i tak moja sytuacjia się zmieniła ,tyle ze mam swoje pieniadze. Ale to nie zastąpi bycie z ludźmi i tak dalej...


Użytkownik szach900 edytował ten post 15 listopad 2019 - 17:07

  • 0



Również z jednym lub większą ilością słów kluczowych: rodzina, niezrozumienie

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych