Skocz do zawartości

A- A A+
A A A A
Zdjęcie

Nauka je sexy!


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1 Marek Jastrząb

Marek Jastrząb

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 12 postów

Napisano 08 styczeń 2018 - 12:48

Zaczęło się normalnie: zgłupieliśmy do cna.  Zaczęło się od tego, że  odnaleziono zagadkowy pęcherz mieszczący się pod naszymi fryzurami i nazwano  go “mózgiem”.

Naukowców zaintrygował ten tajemniczy przyrząd, z którego – jak przypuszczali – wydobywa się nasze myślenie.

 

Przy okazji dostrzegli, że niektóre jego sektory można pobudzać. Osobnik, umiejętnie trykany w bąbel, mógł reagować zgodnie z intencją badacza.  W zależności od dźgnięcia w podrażnione miejsce, skręcał się albo z gniewu, albo ze śmiechu.

 

Odkrycie to wzbudziło sensację. A także niebywałe poruszenie wśród naukowców parających się parówkarstwem. Dotychczas uważano, że ów aparat jest naturalnym zbiornikiem przechowującym smarki. Jednak w obliczu rewolucyjnych odkryć pogląd ten wykopyrtnął się na nowych faktach i uległ gruntownej rewizji.

 

Ludzie z charłaczym pomyślunkiem poczęli domagać się wzmocnienia palety swojej wyobraźni. Prawnicy zabiegali o przystawki umożliwiające szybsze błądzenie wśród gęstwy przepisów.  Biuraliści błagali o przydział markowych widoków na świetlaną przyszłość.  Standardowi posłowie – dożywotnich diet oraz częstszych wyjazdów na Kajmany.

Nikt jednak nie domagał się turbiny z roztropnością.  Ale mimo to uruchomiono produkcję ZASILACZY DLA WYBRANYCH.


Najlepiej sprzedawały się wkładki do uprawiania miłosnych figlików; wzmacniacze  z erotycznymi videoprzeżyciami, szły jak woda. Zwiększały obroty nie tylko u nabywcy, ale też stawiały na nogi puste konta elektrowni.


Starczyło je kupić, podłączyć do kontaktu, by wyjść na  zdatnego do wyrażania cielesnych uczuć. 


Zachwycony delikwent ze sztyftem w potylicy spędzał czas na rojeniach i spekulacjach. Kategorycznie odmawiał spania, jedzenia i przebywania z dala od gniazdka.


Jednak nie ma niczego za darmo: okazało się wkrótce, że ludzi wciągniętych do igraszek z elektrodami prześladuje tępota bez umiaru. Powiększają im się wola, a na zewnętrznej obudowie uwydatniają się rogowate wypustki przypominające szczękonóżki, zęby tracą szkliwo i wypadają, a wzrost im się łachmyci.


Widok ten nie napawał niczym dobrym. Przeciwnie. W trosce o ratowanie zdrowia ludności cywilnej i urzędowej, poczyniono odpowiednie kroki: wydano apel o zaniechanie masowej produkcji pobudzaczy i wprowadzono na nie obowiązkową reglamentację, a wyroby krajowe  obłożono podatkiem od dziwactwa.


Od tej chwili wszelkie przystawki miały być krótkotrwałe. Warsztaty nie przyjmowały ich do naprawy, jeżeli aparat był u właściciela dłużej niż kwadrans.


Powiedziano, że skoro nie można inaczej, to niechaj już sobie będą,  ale z lichego surowca i wyłącznie  na dynamo.  Uchwalono, że mają się psuć równo co trzy minuty z dokładnością do pięciu miejsc po przecinku.

 

Łóżkowym Rambo zaproponowano zbieranie znaczków i życie znowu rozpoczęło morderczą walkę z nudą.

 


  • 0


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych