Skocz do zawartości

A- A A+
A A A A
Zdjęcie

Samodzielność po MPD, jak radzicie sobie w życiu.


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
79 odpowiedzi w tym temacie

#61 Rafalek

Rafalek

    Gawędziarz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 1104 postów

Napisano 31 sierpień 2010 - 12:37

Do obierania ziemniaków czy też innych warzyw polecam zwykły obierak.
  • 0

"Boże, daj mi siłę by zmienić to co mogę zmienić
i odwagę by zaakceptować wszystko, czego nie mogę zmienić,
i mądrość, bym znał różnicę".


#62 kurczak

kurczak

    Sufler

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPip
  • 325 postów

Napisano 31 sierpień 2010 - 14:37

Mocna :) kwadrat to ładny kształt :) czemu Ci się nie podoba? Wszak trening czyni mistrza :) Z czasem będzie lepiej. Każdy człowiek musi dojść w tym do wprawy i nie tylko niepełnosprawny :P. Pozdrawiam cieplutko i nie zrażaj się tylko trenuj dalej :) ja też tak miałam... i też mam mpd.
  • 0
CZASEM TRZEBA DAC SIĘ ZGIĄĆ ŻEBY NIE DAĆ SIĘ ZŁAMAĆ. AGA

#63 marcinek77

marcinek77

    Mruk

  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 56 postów

Napisano 11 lipiec 2012 - 12:18

ja tez mam problem ze szklankami jak robie kawe to najpierw niose kubek z nasypana kawa a potem czajnik z wrzatkiem na zakupy chodze z plecakiem
  • 0

#64 monika20

monika20

    Mruk

  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 86 postów

Napisano 11 lipiec 2012 - 14:25

a jak sobie radzicie z gotowaniem ziemniaków? zastanawiam się jak to rozwiązać gdybym musiała być zdana na siebie
  • 0

#65 Marta S

Marta S

    Gawędziarz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 772 postów
  • Skąd:szkoda że nie Lublin

Napisano 14 lipiec 2012 - 18:59

W małym garnku dla siebie obierzesz kilka i najlepiej mieć garnek z rączką a nie z uszami. za rączkę złapiesz i odlejesz ziemniaki. z uszami trudniej:)

Poruszam się o kulach więc zakupy robię też z plecakiem, dla osób o kulach najlepszy jest plecak na jedno ramię bo pr4zekręcam go wokół cała i nie muszę całkiem zdejmować.
Od niedawna uczę się jeździć rowerem 3 kjoło2wym i dla osób które mieszkają w mieście i mogą wjechać rowerem do supermarketu to też jest dobra forma ułatwiająca zakupy. Ja niestety moieszkam na wsi i do małych sklepów nie da się wjechać :(
  • 0

Moje szóste poetyckie dziecko drukiem i e-bookiem -  Skrzydła i Drzazgi do nabycia u mnie lub u wydawcy Ridero.eu


#66 marcinek77

marcinek77

    Mruk

  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 56 postów

Napisano 14 lipiec 2012 - 20:22

poruszam sie bez kul chodze z plecakiem na zakupy na poczatku scigala mnie ochrona bo myslala ze chce cos zajumac :)
  • 0

#67 bini6

bini6

    Mruk

  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 122 postów

Napisano 25 lipiec 2012 - 18:01

Do obierania ziemniaków czy też innych warzyw polecam zwykły obierak.


http://allegro.pl/ce...2485481874.html
Lub takie cos ja mam podobna i obiore tym ziemniaki marchewke 

A umie ktos z was myc okna bo ja nie dam rady jestem za niska i boje sie ze spadne a jak radzicie sobie z kasowaniem biletu w autobusie jak jedzie bo dla mnie to jest zmora totalna musze sie niezle nameczyc zeby dojsc do kasownika
  • 0
nasza miłość trwa

#68 Marta S

Marta S

    Gawędziarz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 772 postów
  • Skąd:szkoda że nie Lublin

Napisano 25 lipiec 2012 - 20:42

Moja koleżanka o 2 kulach używa chwytaka żeby umyć okna. Albo łapie w niego ścierkę albo jak jest taka gąbka do mycia okien to przywiązuje ją do chwytaka. Chwytaki można kupić w sklepie medycznym, a czasem w AGD. Ja nie widziałam, jak ona myje te okna, ale mowi że myje. Tylko firanek nie zdejmie i nie powiesi.
  • 0

Moje szóste poetyckie dziecko drukiem i e-bookiem -  Skrzydła i Drzazgi do nabycia u mnie lub u wydawcy Ridero.eu


#69 Lukrecja

Lukrecja

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 9 postów

Napisano 26 lipiec 2012 - 14:26

Ja myje okna normalnie i bez żadnych chwytaków, stoje na drabinie i jedną ręką trzymam się klamki od okna a drugą myje okno. Jednak należę do osób, które mają lekki stopień MPD, chodzę normalnie (jeśli o to chodzi).
  • 0

#70 dziwaczny

dziwaczny

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 18 postów

Napisano 09 sierpień 2012 - 14:36

Ja sobie radzę, chodzę do bibliotek, poruszam się po mieście, sprzątam, gotuję.

Natomiast nie pracuję, siedzę na rencie.
  • 0

#71 suzzana

suzzana

    Mruk

  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 54 postów

Napisano 05 wrzesień 2013 - 10:20

Ja potem chętnie coś na skrobie, bo jak każdy też mam swoje patenty, a wątek wydaje mi się ciekawy i potrzebny chociaż by pod względem: "kurcze inni dali radę to może ja też sobie poradzę" tego mi osobiście najbardziej brakuje wiary we własne siły i pewnie wielu z Was. Uciekam na rehabilitacje. Pozdrawiam

Hej przeczytałam wszystkie wasze posty. Jak jest z moją samodzielnością różnie to bywa, staram się robić większość rzeczy sama. Ubieranie,sprzątanie,kąpiel w wannie. Choć problem mam z ugotowaniem lub zrobieniem kanapki.Tak jak Marianna mam sposób na zakładania biustonosza. Ale myślę,że ta moja samodzielność wniknęła z faktu mieszkania w internacie przez trzy lata. Tam nie było mamy, która przybiegła z pomocą byłam zdana na siebie. Bo ciężko mi było powiedzieć o MPD moim współlokatorkom. Ale kiedy to już zrobiłam nie odsunęły mnie wręcz zgrzewały aby sama starała się robić (przychodziły z pomocą w najtrudniejszych chwilach). I muszę Wam powiedzieć,że tęsknię za latami w internacie.Obecnie jestem na 2 roku studiów i mieszkam w domu z mamą.

Hmm ja mieszkałam na studiach w akademiku i z doświadczenia własnego powiem, że to naprawdę dużo daje. Miałam świetne współlokatorki przez dwa lata, które o mojej chorobie wiedziały od początku o mojej chorobie ale nie narzucały się z pomocą, miały własne życie. Musiałam sobie radzić sama, oczywiście jeśli była taka potrzeba mogłam na nie liczyć. Dzięki nim pokonałam swoje niektóre fobie i nie zamknęłam się na ludzi, bo zabierały mnie na imprezy poznawały ze znajomymi. Z czasem Ci znajomi stali się moimi znajomymi, którzy polubili mnie taką jaka jestem. Jeśli załamywałam się i twierdziłam, że z czymś nie dam rady wiercili dziurę w brzuchu, znajdowali inne wyjście lub szli ze mną jako support, żeby dodać mi odwagi/ To były naprawdę piękne czasy, niestety jak to w życiu bywa drogi się rozeszły.

Cóż jeśli chodzi o moją samodzielność po MPD oceniam ją na jakieś 8/10
Ubiorę się praktycznie w całości aktualnie prowadzę straszliwą i krwawą wojnę z zakładaniem butów i wydaje mi się że jestem całkiem blisko sukcesu. Męczę się nad tym strasznie, ale chyba warto.
Następne w kolejce będą guziki, ale to już dla mnie nie jest tak ważne jak buty bo przecież mogę tak przystosować garderobę żeby nie używać guzików.

Ja na tym etapie mieszkam z rodzicami, ale nie ukrywałem i nie ukrywam, że chciałbym kiedyś żyć na własny rachunek i takiemu celowi podporządkowałem wszystkie swoje działania.
Ja natomiast mam inny problem związany z samodzielnością (moja mama nie bardzo wierzy, że kiedyś w życiu dam sobie radę o czym ja jestem przekonany) Z tym, że takie mówienie że się wierzy tylko na pokaz a zachowywanie się zupełnie inaczej jest bardzo dla mnie irytujące i deprymujące.

Trochę nie najlepiej się z tym czuje jak przy każdej mojej samodzielnej inicjatywie musi być ona rozebrana na czynniki pierwsze, musi się odbyć rytualna litania skarg, zażaleń i wątpliwości, a to wszystko po to żeby na końcu podjąć decyzje.

Ja wiem, że matki się czasem tak zachowują, ale bez przesady ja wiem, że potrzebuje pomocy w wielu sytuacjach, ale taka nadopiekuńczość i przypominanie o tym kiedy się da nie prowadzi do niczego dobrego.
Miał ktoś kiedyś podobnie?

Ja tak miałam zawsze było, że się nic nie da, chciałam sobie usmażyć jajecznice, zostaw bo się oparzysz, chciałam do liceum do klasy językowej, to nie bo sobie nie poradzę, poza tym lepij mieć zawód, posłuchałam i zabiłam swoją pasje, chciałam iśc na studia nie bo sobie nie poradzę z dojazdami, z krawężnikami, bo jak będę mieszkać sama przecież nie dam rady garnków przenosić. Było mi przykro, bo wsparcie i kopniaka pchającego do przodu zawsze dostawałam od kogoś obcego nie od rodziców. No ale siostra zawsze mi pomagała trzeeźwym myśleniem, czasem nawet jej koleżanki mnie wspierały jeśli było trzeba. Teraz sytuacja się trochę zmieniła, bo mam faceta od 4 lat. Od niego nie słysze, że się nie da, tylko dostaje kopniaka, żeby iść do przodu. Moi rodzice też trochę zmienili podejście. Mama nawet ostatnio dopuszcza mnie do pomocy przy gotowaniu, co ze dwa lata temu było nie do przejścia. A pierogi lepić nauczyła mnie teściowa, bo moja mama nie mogła znieść, że wychodzą krzywe:D
Moja rada nie słuchaj, rób swoje. Jeśli nie dasz rady poproś o pomoc, ale najpierw spróbuj, nie rezygnuj i nie daj sobie wmówić, że się nie da, mama nie będzie wieczna, a nie da się nikogo trzymać całe życie pod szklanym kloszem

ooo to jednak komuś się udało. napawa optymizmem, dzięki. to znaczy że nie jestem wariatką i nie marzę o kwestii z kosmosu:)

Jeśli mówisz o samodzielnym mieszkaniu to nie jest to kosmos, ja co prawda mieszkałam w akademiku ale to prawie jak samemu. Pięć lat przeżyłam:D

Witajcie! To mój pierwszy post. Zaintrygowała mnie dyskusja na temat szklanek i talerzyków:-)
Mam 18 lat i oczywiście MPD. Poruszam się o kulach, na dłuższe trasy biorę wózek, a po mieszkaniu chodzę samodzielnie.
Rzeczywiście, przeniesienie szklanki z herbatą, zwłaszcza gorącą, jest sporym problemem. Zwykle w takiej sytuacji proszę o pomoc kogoś innego lub czekam aż wystygnie, by uniknąć ryzyka poparzenia. Zwykle liczę na szczęście- uda się donieść nie rozlewając albo się nie uda. Niejeden dywan ucierpiał przy tej metodzie Z biegiem czasu udaje mi się coraz bardziej nad tym panować ale do ideału jeszcze daleko.
Z talerzami jest lepiej. Większość rzeczy przenoszę sama. Mam jeszcze problem z zupą. Wtedy zazwyczaj stawiam talerz na taborecie i przesuwam do stołu, albo staram się po prostu jeść jak najbliżej garnka(o ile to możliwe).
Udało mi się opanować przenoszenie czajnika z wrzątkiem. Dzięki temu nie muszę czekać aż ktoś z rodziny wróci do domu i zrobi mi herbatę. Zauważyłam, że najlepiej jest przenosić(czy to talerz czy szklankę) trzymając w wyprostowanej przed sobą ręce. Drugą zawsze zostawiam sobie wolną, żeby mieć się czego złapać. Spraktykowałam też kubek termiczny-świetna rzecz. Polecam wszystkim. Nic się nie rozlewa i jest o wiele wygodniej.

Mój sposób na prznoszenie zupy. Miska głeboka zamiast talerza, da się ją złapać jedną ręką a wtedy drugą można się np ściany przytrzymać, no i oczywiście nie do pełna musi być to półtora cm od góry wolne. A co do kubka to mam taką dużą szeroką filiżankę, a z racji wielkości mogę nie napełniać jej po brzegi i łatwiej przenieść. Zakupiłam taką jak pierwszy raz zalałam laptopa, bo trudno ją przewrócić co też jest plusem

Mocna :) kwadrat to ładny kształt :) czemu Ci się nie podoba? Wszak trening czyni mistrza :) Z czasem będzie lepiej. Każdy człowiek musi dojść w tym do wprawy i nie tylko niepełnosprawny :P. Pozdrawiam cieplutko i nie zrażaj się tylko trenuj dalej :) ja też tak miałam... i też mam mpd.

Ja też obierałam ziemniaki w kwadrat na początku, teraz już nie lata praktyki nic się nie przejmuj:)
  • 0

#72 kamil0

kamil0

    Milczek

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 35 postów

Napisano 01 listopad 2013 - 20:32

Może nie mam najgorzej - mam lewostronny niedowład i radzę sobie myślę, że całkiem nieźle. Jeśli chodzi o codzienne czynności to od ponad 4 lat mieszkam poza domem i musiałem się wszystkiego nauczyć :D Mieszkam ze współlokatorami i oni mi życia nie ułatwiają - sprzątanie itp., itd. mnie nie omija. Kiedyś nie umiałem obierać ziemniaków, ale z czasem się nauczyłem i idzie mi to nieźle. No może nie tak jak zdrowym, ale nawet lubię to robić. Ostatnio w środku nocy i kilkadziesiąt km od domu złapałem kapcia no i osłupiałem, bo nie wierzyłem, że sobie poradzę z wymianą koła. Żeby odkręcić to koło musiałem skakać po kluczu i oczywiście kilka razy spadłem, ale po chyba ponad 2h męczarni poobijany i brudny zmieniłem to koło! :D Do tej pory dumny z tego jestem...
  • 0

#73 Majka_Cz

Majka_Cz

    Podpowiadacz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPip
  • 292 postów
  • Skąd:Poznań

Napisano 05 październik 2019 - 21:20

niestety zapięcie biustonosza to dla mnie masakra(cytat)

Paullo :) ja również miałam problem z zapięciem biustonosza (ale czasem tez potrzebuje pomocy ) ale znalazłam na to sposób a mianowicie ułuż sobie go tak żebyś zapięcie miała z przodu na brzuchu a potem go przekręć miseczkami na piersi do przodu ( mówie o sposobie zapinania biustonosza gdzie zapięcie wypada z tyłu) . Poza tym istnieją na rynku biustonosze zapinane z przodu:)

Ja właśnie tak robię z moim stanikiem inaczej za diabła nie zapnę. Prosić specjalnie nie mam kogo odkąd mieszkam sama. 


  • 0
Majka_Cz

#74 Rufin

Rufin

    Mruk

  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 54 postów

Napisano 07 październik 2019 - 06:58

Żeby odkręcić to koło musiałem skakać po kluczu i oczywiście kilka razy spadłem, ale po chyba ponad 2h męczarni poobijany i brudny zmieniłem to koło!

Ja w takiej sytuacji korzystam ze Startera, to taka bezpośrednia pomoc drogowa, działają w całej Polsce i zajmują się właśnie takimi rzeczami. Numer do nich możesz sobie wygooglować.

 

Odkąd poszedłem "na swoje" uczę się gotować, ale daleko mi jeszcze do ideału :) Najtrudniejsze było obieranie ziemniaków, ale kupiłem sobie obieraczkę, taką na korbkę.


  • 0

#75 Agnieszka27W

Agnieszka27W

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 18 postów
  • Skąd:Radomsko

Napisano 07 listopad 2019 - 17:18

a propo życia od 18- tego zaczynam nową pracę. Do tej  pory pracowałam tylko zdalnie więc nikt mnie nie widywał. Teraz mam jechać normalnie do firmy. Jak byłam młodsza to jakoś się nad tym nie zastanawiałam ale od jakiegoś czasu zastanawiam się jak mój sposób  chodzenia odbierają inni. Bardzo się stresuję zwłaszcza, że mam mieć rozmowę ze swoim szefem i przejść szkolenia w każdym dziale.

Jak się stresuję to spastyka mi się zwiększa i chodzę strasznie sztywno Ma ktoś podobne doświadczenia ..? Jak sobie poradzić  ? 


  • 2

#76 Monia74

Monia74

    Narrator

  • Moderator
  • 1228 postów

Napisano 07 listopad 2019 - 20:34

Agnieszko, gratuluję nowej pracy :) .

Jak sama wiesz na spastykę nie ma mocnych. Jedyne, co Ci mogę poradzić, to nie skupiać się na niej, ani na tym, jak odbierają Cię inni. Kazdy z nas jest, jaki jest i inny nie będzie.

Skupiaj się na merytoryce. Bądź uważna i słuchaj, co inni chcą Ci przekazać.

Powodzenia :) .


  • 2

#77 kaska_zaborze

kaska_zaborze

    Gawędziarz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPipPip
  • 1171 postów
  • Skąd:z wnętrza.

Napisano 08 listopad 2019 - 10:31

Agnieszko,przygotuj się do rozmowy kwalifikacyjnej najlepiej jak potrafisz, tak żeby to ona zawładnęła Twoimi myślami a nie spastyka.


  • 0
Wciąż ma się mało lat a już się tyle przeżyło.Powoli dogasa blask tych co już nie wrócą dni.
Piotr Bukartyk.

#78 Boginka

Boginka

    Podpowiadacz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPip
  • 269 postów
  • Skąd:Warszawa

Napisano 11 listopad 2019 - 20:04

Jak byłam młodsza to jakoś się nad tym nie zastanawiałam ale od jakiegoś czasu zastanawiam się jak mój sposób chodzenia odbierają inni. Bardzo się stresuję zwłaszcza, że mam mieć rozmowę ze swoim szefem i przejść szkolenia w każdym dziale. [...] Jak sobie poradzić?

 

 

Rzadko bywam na rozmowach kwalifikacyjnych. Ale mam doświadczenie w występieniach publicznych na konferencjach naukowych (gdzie ludzie nie oczekują widocznie niepełnosprawnej prelegentki), spotykam się czasem osobiście z klientami i mam za sobą różne inne wydarzenia publiczne (np. zakup mieszkania u notariusza).

 

1. Z mojego punktu widzenia nie ma sensu próbować o tym „nie myśleć”, bo zaprzeczanie myślom nie działa. „Nie myśl o białych niedźwiedziach”...

 

Dlatego nie robię sobie np. wykładu, że „mam się nie stresować”. Podobnie nigdy nie działały na mnie afirmacje w stylu „wszystko będzie dobrze”. Właśnie dlatego się denerwuję, że może nie być dobrze, a jakbym była pewna, że będzie dobrze, to bym się nie denerwowała. Nie ma co się oszukiwać. Zakładam a priori, że będzie „źle” – będę się stresować, spastyka będzie mocniejsza niż zwykle.

 

2. Najpierw zadaję sobie pytanie, czy są jakieś rzeczy, które mogę i chcę poprawić np. wizerunkowo przed takim spotkaniem. To są rzeczy, za które realistycznie mogłabym sama siebie krytykować po fakcie. Np. „Powinnam się była lepiej ubrać (i nawet wiem w co) ale mi się nie chciało”. Należy doszlifować to, co mogę i chcę, żebym nie miała poczucia że sobie coś świadomie odpuściłam, ale nie robić rzeczy, które by mnie tylko bardziej wytrąciły z równowagi. Np. nie noszę makijażu i nie zakładam go także na spotkania z klientami, wstąpienia publiczne itd, bo czułabym się w nim bardziej nieswojo niż bez.

 

3. Stawiam sobie pytanie „Co najgorszego może się realistycznie zdarzyć?”. Zrobię na kliencie złe wrażenie i mnie nie zatrudni. Przeżyję bez jego zlecenia? Jakie są najgorsze realistyczne konsekwencje, jeśli komuś nie podpasuję? Będzie się czuł obrzydzony? Zniesmaczony? Powie o tym innym? I co z tego wyniknie dalej? Zwykle z takiej konfrontacji wynika mi, że wprawdzie najgorszy realistyczny wariant nie będzie przyjemny (nie dostanę zlecenia, zanudzę na śmierć publikę na wystąpieniu), ale tragedii nie będzie. Nie umrę, nie zrujnuję sobie całej przyszłości itd. :)

 

4. Przyjmuję za pewnik, że część ludzi będzie miała wstępnie błędne wrażenia na mój temat. Komuś będzie się wydawało, że jestem „biedna” albo „dzielna” albo że muszę być niedorozwinięta umysłowo i niekompetentna, bo chodzę jak pijany pingwin. To naturalne, bo kontakt z niepełnosprawnością uruchamia ludziom różne niewyrażone przekonania i lęki egzystencjalne. Ja mogę tylko postarać się z czasem przekuć to wrażenie na bliższe prawdy o mnie i traktuję to jako pewnego rodzaju wyzwanie: „Czy, jeśli masz jakieś dziwne przekonania o mojej niepełnosprawności, uda mi się je zmienić?” Może tak, może nie, zobaczymy – jeśli nie, patrz punkt 3, a jeśli tak, będzie happy end. :)

 

5.Jeśli muszę zapamiętać informacje za spotkania (np. na szkoleniu), zawsze robię notatki. Nawet więcej niż potrzebuję. Bo dzięki temu skupiam się nie na sobie (czy robię odpowiednie wrażenie, co ludzie o mnie myślą), a na zadaniu. Nie da się być w pełni skupionym na dwóch rzeczach jednocześnie, więc jeśli wyznaczam sobie za cel zrobienie dobrych notatek, to z definicji mam mniej "miejsca" na martwienie się o swój wizerunek.


  • 4

boginka (rzecz. mit.) – duch opiekuńczy lub wiedźma; jakże to ludzkie. :)


#79 Agnieszka27W

Agnieszka27W

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 18 postów
  • Skąd:Radomsko

Napisano 15 listopad 2019 - 13:41

Rzadko bywam na rozmowach kwalifikacyjnych. Ale mam doświadczenie w występieniach publicznych na konferencjach naukowych (gdzie ludzie nie oczekują widocznie niepełnosprawnej prelegentki), spotykam się czasem osobiście z klientami i mam za sobą różne inne wydarzenia publiczne (np. zakup mieszkania u notariusza).

Niezłe te patenty dzięki.
Przemyślałam sobie to wszystko (myślę już od 2 tygodni :facepalm: )i stwierdziłam, że po prostu tam pojadę, a co będzie to się okaże na miejscu.
Mogę chodzić tylko tak, jak umiem nie zmienię tego, jeśli pojawi się jakiś problem to poproszę o pomoc i tyle, a i tak nie mam większego wpływu na to, co będzie.

Użytkownik __ANIOLEK__ edytował ten post 15 listopad 2019 - 17:16
Zmniejszono wielkość cytatu i poprawiono błędy.

  • 2

#80 __ANIOLEK__

__ANIOLEK__

    Orator

  • Super Moderator
  • 5399 postów
  • Skąd:home

Napisano 18 listopad 2019 - 17:03

Mogę chodzić tylko tak, jak umiem nie zmienię tego, jeśli pojawi się jakiś problem to poproszę o pomoc i tyle, a i tak nie mam większego wpływu na to, co będzie.

 

Czekam na jakiś znak ;) W pomyślność nawet przez chwilę nie wątpię :)


  • 2

Prawdziwą miarą osoby jest to jak traktuje tych, którzy nie mogą wyświadczyć jej żadnej przysługi — Ann Landers —



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych