Skocz do zawartości

A- A A+
A A A A
Zdjęcie

Paraliżujący wstyd


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
13 odpowiedzi w tym temacie

#1 Krzychoo

Krzychoo

    Widz

  • Użytkownik
  • Pip
  • 4 postów

Napisano 24 marzec 2021 - 22:22

Cześć 

Na wstępie zaznaczę że jest to mój pierwszy wątek na tym forum więc też chciałbym się ze wszystkimi przywitać i może troche opowiedzieć o sobie więc może być długo  :D

To z czym tu przychodzę to "wstyd".
Urodziłem się z wadami dłoni i stóp. ktoś powie że brak dwóch palców i zniekształcone stopy to nie powód żeby tragizować i też tak przez większość swojego życia sądziłem bo da się to ukryć i każdy kto ze mną rozmawia nawet nie wie o mojej dłoni a tym bardziej o stopach. Ale zapędziłem się z tym wstydem trochę w kozi róg.
Mam teraz 33 lata i dochodzi do mnie że ukrywanie i wypieranie faktu moich wad nie zrobiło mi dobrze. 
Ale od początku...
Za dzieciaka jakoś nie przypominam sobie żeby mi to przeszkadzało czy żebym sie wstydził ale z czasem, jakoś mimowolnie, zacząłem chować swoją dłoń i doszło do tego że mam ją schowaną prawie zawsze. 

Wyobraźcie sobie że przez całe moje dotychczasowe życie to może kilka razy ktoś spytał co z moją ręką. Wtedy zbywałem taką osobę szybką odpowiedzią i temat sie konczył. Teraz widzę i wiem że to był najwiekszy błąd. Uswiadomiłem sobie że każdy kto mnie zna nie rozmawia w ogole na ten temat. Nawet rodzina ze mną nie rozmawia. Po prostu nikt. Nie wiem co jest grane. Doszło do tego że każdy boi sie zapytać czy rozmawiać a ja boję sie w ogole odezwać. Wręcz jestem sparaliżowany myślą że ktoś mógłby zobaczyć moje dłonie czy stopy a z tymi to już w ogóle tragedia. Czasem oczywiscie zdarzało sie ze musiałem stopy pokazac gdzieś tam na przykład u doktora ale jak widzę na twarzach to współczucie i to że wszyscy udają że nic sie przecież nie dzieje to aż mnie w żoładku sciska. 
To jest okropne uczucie, nie mogę tego przemóc, nie mogę o tym rozmawiać nie mogę o tym myśleć a na dodatek czuje wstręt do tego wszystkiego. Czuję wstręt ze choć jak ktoś sie nawet domyśla że coś jest z moją ręką to nawet nie zapyta a ja nie mogę o tym powiedzieć. Jestem zblokowany. Nie wiem jak podjąć temat. 
Dopiero teraz poskładałem to do kupy i wyszło mi że nawet ja to wyparłem. Nikt nie pytał, ja nie mówiłem nie patrzyłem. Tak minęło sporo lat i teraz jestem w d...

Jestem sam. Boję sie bliższych kontaktów z kobietami bo nie jestem w stanie sciągnąc skarpetek.
Dziewczyna zagaduje a ja ją odrzucam bo sie wstydze. Dosżzo do jakiejs paranoi z którą sobie nie radzę.
Chciałem wam o tym napsać bo może tu ktoś zrozumie mój problem i coś doradzi ale już na wstepie powiem że zwykłe przemóż sie czy odważ sie nie wystarczy. Myślę też zeby pójść z tym do psychologa ale też nie jestem pewny czy to pomoże. 

 

Płakać mi sie chcę bo wiem że bedę musiał sie z tym zmierzyć a kompletnie nie wiem jak. 
 

Pozdrawiam wszystkich! 

 

 


  • 0

#2 Boginka

Boginka

    Sufler

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPip
  • 355 postów
  • Skąd:Warszawa

Napisano 24 marzec 2021 - 23:18

Myślę też zeby pójść z tym do psychologa ale też nie jestem pewny czy to pomoże.

 

Psycholog nie „pomoże” na zasadzie automatu, jakby był pralką (wrzucasz brudne, wsypujesz detergent, nastawiasz program, wychodzi czyste). Ale...

Rzecz polega na tym, że musisz sobie „przeprogramować” mózg – nauczył się przez ok. dwie dekady czynnie i celowo „nie patrzeć” i „nie rozmawiać” o sprawie, a teraz musisz go stopniowo przekonać, żeby jednak zaczął, bo – jak odkryłeś – całkiem bez patrzenia na swoją trwałą niepełnosprawność nie da się dobrze żyć.

 

Zwykle takie przeprogramowywanie – w różnych tematach, w których sami celowo zamknęliśmy oczy i zamilkliśmy – jest nieprzyjemne o tyle, że człowiek zamilkł nie całkiem bez sensu: było coś, co go nauczyło milczeć i nie patrzeć. Na przykład cudza litość, z którą nie wiadomo co zrobić. Niektórym taka litość na rękę – nawet ją celowo wykorzystują i „doją” – a inni z kolei woleliby takich reakcji nie wywoływać (wiem, bo  należę do tych drugich, tyle że nigdy nie miałam wyboru, czy swoją niepełnosprawność ukrywać).

 

To znaczy, że przeprogramowywanie siebie jest nieprzyjemne. W jakimś stopniu bowiem wydarzy się to, przed czym nauczyłeś się bronić milczeniem (a zatem ludzie będą „głupio” się litować, na przykład), a nawet gdyby się nie wydarzało, Twój mózg będzie Ci pewnie mówił, że się wydarzy i że trzeba się przed tym bronić („Przecież nie gadaliśmy o tym z nikim przez dwadzieścia lat. To teraz mamy zacząć? Zwariowałeś?!”).

 

To tak, jakby mózg usłyszał wielokrotnie, że w lesie koło domu są wilki, a teraz Ty byś chciał do tego lasu iść: on będzie się na Ciebie darł, że Ci nie wolno, bo Cię zjedzą... nawet jak tych wilków by tam nie było, albo gdyby jedyna droga do lepszego życia prowadziła przez ten las...

 

Psycholog przydaje się niektórym ludziom jako wyszkolony sojusznik w procesie przeprogramowywania siebie / namawiania własnego mózgu do tego, żeby się zmienił. Bo czasem robienie takich rzeczy nie całkiem w pojedynkę jest prostsze – ktoś może Ci pomóc z zewnątrz popatrzeć na to, co Twój mózg Ci opowiada i jak pomóc mu się zmienić. Nie jest konieczny (można nawet wielkich zmian dokonać bez psychologów / psychoterapeutów itd.), ale jeśli nie wiesz na razie jak ten problem ugryźć, to może jednak warto poszukać sojusznika.


Użytkownik Boginka edytował ten post 24 marzec 2021 - 23:19

  • 3

boginka (rzecz. mit.) – duch opiekuńczy lub wiedźma; jakże to ludzkie. :)


#3 __ANIOLEK__

__ANIOLEK__

    Orator

  • Super Moderator
  • 5856 postów
  • Skąd:home

Napisano 25 marzec 2021 - 11:08

Dzień dobry. Przede wszystkim witaj na forum :) Dla mnie problem jest na tyle skomplikowany, bo za długo trwa. Boginka ma rację, bez psychologa się nie obejdzie. Samemu już nie dasz rady... Kiedyś miałam podobnie. Jestem po lewostronnym porażeniu, w związku z tym lewa ręka jest tą mniej aktywną. W dodatku jest przykurcz w łokciu. Wszystko to było zauważalne i zaczynały się pytania: "A dlaczego ta ręka, taka jest?" "Co Ci się stało?" "Przeszłaś udar?". O, ile na pierwsze pytanie odpowiadałam normalnie, to z każdym kolejnym było tylko gorzej. Przestawałam się czuć dobrze i zaczęłam czuć skrępowanie. Naturalnie postanowiłam unikać takich sytuacji i włączył mi się mechanizm - ukrywanie, polegający na tym, że ręka lądowała pod nogą, za głowę, za krzesło, pod biurko, w wyciągniętym rękawie bluzki/swetra - wszystko, co tylko przyszło mi do głowy w danej chwili. Niektóre pozycje były tak niewygodne, że trzeba było je natychmiast zmienić. Do dziś tak mam, że jeszcze się na tym sama łapię i staram się to zmienić, bo im jestem starsza, tym więcej myślę i rozumuje po swojemu....

Następna sytuacja. Na sali porodowej, przed cesarskim cięciem proszę o rozmowę z anestezjologiem. Mam świadomość, że znieczulenie w kręgosłup nie przejdzie i zostaje "pod narkozą". Więc zaczynam rozmowę i tłumaczę się "soczyście". Mój kręgosłup jest zwyrodnieniowy, kości ocierają o kości, zmiażdżone są krążki, występuje sztywność, bóle. Im więcej mówię, to pani doktor powiększają się źrenice, chyba z niedowierzania. Pewnie pomyślała sobie, że mam bujną wyobraźnię. Kontynuuje, że są na to dokumenty medyczne i że mogę je dostarczyć. Nie uwierzyła, nie dała się przekonać i postanowiła się wkuć - "przecież to taka mała igiełka". Zgadnij, kto miał rację? Niestety, ale ja. Przez 30, 40 minut się wkuwa. Ja siedzę na śliskim i zimnym stole operacyjnym, skulona z wielkim brzuchem z przodu (dla mnie wielkim, ze względu na mój wzrost i figurę). Na początku liczyłam wkłucia, potem przestałam. W końcu mdleje z powodu braku powietrza. Ostatnim, co słyszę: "łap ją, bo nam zleci z tego stołu". Dobrze, że pielęgniarka była obok, naprawdę! Ta sytuacja zweryfikowała moje myślenie. Doszłam do kilku osobistych wniosków, a raczej powiększyłam tylko listę podpunktów:

- trzeba nazywać rzeczy po imieniu i nie owijać w bawełnę;

- ciało się zmienia przez całe życie, nie jest czymś stałym, nie ma idealnego ciała i ludzi bez wad;

- wad można się wstydzić, ale przecież mamy je wszyscy, więc to nic nadzwyczajnego i wartego uwagi innych. Zresztą ciekawość to pierwszy stopień do piekła;

- nie zmienię choroby i tego, że jest to czynnik decydujący. Przecież nie cofnę kijem Wisły. Więc nie będę już inna, grunt by nie było gorzej. Na końcu pozostają mi dwie rzeczy: 

1) poprawić komfort życia, poprzez ruszanie się, usprawnianie i rehabilitację;

2) zadbanie o psychiczny wentyl bezpieczeństwa. W moim przypadku oznacza to, że nie utrwalam sobie "złych doświadczeń" w głowie, staram się je wyrzucać. Nie skupiam się na rzeczach, których nie mogę zmienić, bo to nic mi nie da. Jedynie na tych, które mogę jakoś zmienić. Każda zmiana, każdy krok, to powód do zadowolenia i uśmiechu, a więc ten kierunek i żaden inny. Choć to nie zawsze jest proste i łatwe, ale ja to wiem, w końcu też to przerabiam....

- otaczam się ludźmi (przynajmniej próbuję), którzy patrzą na mnie jako na całość, a nie poszczególne części ciała. Ciało to tylko powłoka, coś, co jest dodatkiem, a nie wartością samą w sobie. Najważniejsze, że patrzą mi w oczy, a tam jest czasami więcej niż tysiąc słów....

- mam świadomość, że za parę lat moje ciało znowu się zmieni. Postarzeje się, przybędzie chorób, skóra się zmarszczy, ale oczy zostaną te same... I to nie jest nasza wina, bo nic ją nie jest. Takie jest już życie i takie są kolejne losy, kolejnych osób, a my wszyscy jesteśmy tacy sami... Tylko łatwiej, lub gorzej sobie z tym wszystkim radzimy. Pozdrawiam, M.


  • 4
"Stań twarzą zwróconą do słońca, a cień pozostanie za tobą".

#4 Ryzen

Ryzen

    Mruk

  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 51 postów

Napisano 25 marzec 2021 - 11:18

Witaj :) Tak jak napisały dziewczyny, psycholog będzie potrzebny, ale on nie wykona za Ciebie pracy. On może Ci nadać kierunek, ale drogę będziesz musiał pokonać sam.
  • 1

*****

***


#5 ktamara

ktamara

    Milczek

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 22 postów

Napisano 25 marzec 2021 - 19:47

Cześć , witaj ;)

 

 

i zniekształcone stopy to nie powód żeby tragizować i też tak przez większość swojego życia sądziłem bo da się to ukryć

 

ja tak nie powiem , trochę znam temat bo też mam "coś ze stopami" i też się ich wstydzę. Też mam stres jak mam ściągnąć skarpetki ....

 

Swoją drogą , zawsze wybieram ładne skarpety , kolorowe w kropeczki czy inne wzroki bo jak stopy nie takie to chociaż ,ładnie ukryte za skarpetą.

Też większość życia udawałam ,że stopy jak stopy , co zrobić, da się żyć (bo się da!) zresztą sam o tym wiesz....Przecież ja mam widoczną niepełnosprawność , problemy z chodzeniem , to nie  dziwne ,że stopy jakieś takie....

 

Psychicznie to łatwe nie jest , ale da się to jakoś ogarnąć.

 

 

Skoro napisałeś o tym tutaj i widzisz problem -chcesz coś z nim zrobić , to już część sukcesu....

 

Z wizytą u psychologa to zaryzykowałabym- osoba z kwalifikacjami powinna pokierować jakoś twoim myśleniem ,żeby jakoś problem przepracować , oswoić.

Na pewno Cię wysłucha. A to już (przynajmniej dla mnie )wiele dobrego może wnieść .

 

Pozdrowienia i trzymam kciuki za uporanie się z problemem . ;)

 

 


  • 1

#6 Krzychoo

Krzychoo

    Widz

  • Użytkownik
  • Pip
  • 4 postów

Napisano 25 marzec 2021 - 20:13

Dziękuję wam bardzo. 

Podejrzewam że psycholog powie mi niewiele wiecej niż Wy  ;) 
Czyli krótko mówiąc bedzie bardzo ciężko. NIe myślałem nigdy że akurat coś takiego przyprze mnie do muru. Dotychczas uważałem się za śmiałego i odważnego ale teraz przyszło mi to zweryfikować i nie wiem czy nie bedzie to najtrudniejsze czego doświadcze. 

W sumie najprościej by było zmienic otoczenie przeprowadzic sie gdzie indziej i zacząć tak jak trzeba, od nowa, ale własnie najgorsze bedzie rozmawiać o tym z najbliższymi. Tyle lat unikania tematu swoje zrobiło. Myśle ze im też łatwo nie bedzie. 
Jak Wy sobie z tym radzicie? Jak można by zmienić to żeby dać do zrozmumienia że nie chce tej litości nie chce współczucia? Macie jakieś swoje "tipy". Może od razu zaczynać rozmowę od tego że stopy i dłonie mam "inne". 
Z psychologiem na pewno jakimś musze porozmawiać ale też z kimś kto może bardziej rozumie wolałbym najpierw. Może ktoś jest z Krakowa albo okolic? 

 

 

 

 


  • 0

#7 Krzychoo

Krzychoo

    Widz

  • Użytkownik
  • Pip
  • 4 postów

Napisano 25 marzec 2021 - 20:16

ja tak nie powiem , trochę znam temat bo też mam "coś ze stopami" i też się ich wstydzę. Też mam stres jak mam ściągnąć skarpetki ....

 

No i już jest jakiś mały sukces bo nigdy nie poznałem ani nie rozmawiałem z kimś kto ma ten sam problem  :D


  • 0

#8 Boginka

Boginka

    Sufler

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPip
  • 355 postów
  • Skąd:Warszawa

Napisano 25 marzec 2021 - 21:09

Jak można by zmienić to żeby dać do zrozmumienia że nie chce tej litości nie chce współczucia?

 

 

Z doświadczenia osoby, która to uczucie wzbudza i nie ma wyboru: nie masz nad tym kontroli. Dosłownie. Ludzie sobie będą myśleć, co będą myśleć.

 

W tym sensie może nawet być tak, że uważanie się za śmiałego i odważnego jest przeciwskuteczne: Ty byś chciał za śmiałego, odważnego, itd. uchodzić, a jak się ludzie dowiadują o deformacji to im się nagle zdanie o Tobie zmienia zupełnie poza Twoją kontrolą. Więc w ramach kontroli nikomu nie mówisz (tylko, jak już odkryłeś, to słaba strategia w długim terminie).

 

Moja niepełnosprawność predysponuje ludzi do tego, żeby uważać mnie za niedorozwiniętą intelektualnie lub (autentyk!) za „pod wpływem” różnych substancji, bo chodzę – mówiąc obrazowo – mniej więcej jak pijany pingwin. Zdarzyło mi się też w wieku koło trzydziestki słyszeć pytania „Jesteś tutaj sama? Gdzie Twoi rodzice?”, bo kojarzę się niektórym z dzieckiem.

 

To, że mam przyzwoite wykształcenie wyższe, w tym okres nauczania na uczelni państwowej, oraz właściwie nie piję i nigdy nic nie „biorę” nie ma znaczenia – obcy mnie nie znają więc myślą sobie co zechcą. Z drugiej strony, dla odmiany, zdarza mi się np. usłyszeć od kogoś że jestem „dzielna”, bo widzi jak wsiadam do autobusu albo niosę sobie zakupy do domu. Co też jest bez sensu, bo to się tylko tym ludziom wydaje, że to jest jakieś wielkie osiągnięcie z mojej strony. Im się wydaje, że by się bali, to mi gratulują.

 

Z mojego punktu widzenia jedyną sensowną strategią było się z tym pogodzić, postarać się obrócić to w żart, i stosować jako kryterium do rozróżniania znajomości: do bliskich znajomych i przyjaciół zaliczam wyłącznie ludzi, którzy – po ewentualnym okresie zdziwienia mną – zachowują się normalnie. W sensie: oni mogą mnie o moją dysfunkcję pytać, ja mogę im o niej opowiadać albo prosić o pomoc, ale jak jest nieistotna, to jest nieistotna (bo gadamy sobie o książkach, pracy, przyrodzie, ich dzieciach, itd.). Nie jesteśmy już w później podstawówce albo innym gimnazjum: sensowni dorośli nie muszą się czepiać nawzajem swoich potencjalnych słabych punktów i potrafią ostatecznie przejść nad czymś takim do porządku dziennego. A jak ktoś nie jest "sensowny" to mi tak pilnie jako bliski znajomy potrzebny nie jest. :)

 

Oczywiście  mogą być pewne różnice w tym, jak ze sobą towarzysko funkcjonują kobiety, a jak mężczyźni, ale ogólna zasada jest taka sama dla wszystkich: w takich sprawach nie ma się wpływu na to, co inni sobie będą myśleć. Można najwyżej sobie w głowie poukładać, jak się chce na te cudze zachowania reagować.

 

Może od razu zaczynać rozmowę od tego że stopy i dłonie mam "inne".

 

Moja sytuacja jest inna niż Twoja, więc nie wiem, na ile to w ogóle użyteczne, ale ja zasadniczo nigdy nie zaczynam rozmowy od swojej niepełnosprawności (za wyjątkiem takich miejsc, jak to forum, gdzie moje "doświadczenie" może być istotne dla rozmówcy), bo nie zawsze jest to realnie istotne. Czasem ludzie chcą wiedzieć co innego i raport o mojej neurologii im zupełnie niepotrzebny. Pozwalam natomiast na to, żeby temat na niepełnosprawność zszedł, jeśli akurat tak wyjdzie: jeśli kogoś ciekawi co mi jest albo jeśli ja potrzebuję pomocy.

 

Trudno mi sobie dokładnie wyobrazić, jak to by wyglądało w Twojej sytuacji, ale być może jakoś tak, że deformacja dłoni byłaby wiedzą bardziej publiczną (bo widać), deformacja stóp mniej (bo musiałby już istnieć jakiś powód, żeby się ktoś dowiedział)?


Użytkownik Boginka edytował ten post 25 marzec 2021 - 21:18

  • 2

boginka (rzecz. mit.) – duch opiekuńczy lub wiedźma; jakże to ludzkie. :)


#9 ktamara

ktamara

    Milczek

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 22 postów

Napisano 26 marzec 2021 - 22:26

Od siebie dodam jeszcze tylko tyle- z mojej perspektywy jest dokładnie tak jak pisze Boginka, na zasadzie że z ludźmi nie wygrasz....jako ogól zawsze wiedzą lepiej i projektują na Ciebie co im się wydaje - stąd różne reakcje. Od podziwu po współczucie. Tyle tylko ,że trudno jest żyć 24/7 w poczuciu ,że musisz coś ciągle tłumaczyć czy udowadniać.

 

Życzę Ci abyś z czasem znalazł odpowiednich ludzi w swoim otoczeniu , dla których nie będzie miało znaczenia jakie masz dłonie czy stopy.

 

 


  • 1

#10 joanna95

joanna95

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 5 postów

Napisano 31 marzec 2021 - 16:11

Pewnie jako chłopak czujesz się niekomfortowo z tym, że czujesz się sprawczy, zaradny, i nie odczuwasz tej niepełnosprawności tak bardzo i nie chcesz by inni patrzeli przez jej pryzmat na Ciebie. Jednak skupianie się tym jakie emocje budzisz, wchodzenie w głowę innych, jest zupełnie niepotrzebne, bo i tak możesz się mylić. Wiele ludzi traktuje Cię tak jak ty sam się traktujesz - czyli będziesz te stopy i dłonie traktować normalnie, to po jakimś czasie osoby które cię znają też tak to będą traktować. A jeśli ktoś wybitnie będzie traktował cię zbyt hmm... współczująco, to możesz z nim o tym porozmawiać. To nie będzie proste, ale warto nauczyć się rozmawiać z ludźmi bez stresu.
No i na koniec - nie można wszystkiego kontrolować - daj ludziom prawo do własnych emocji, osądów. Przecież tak naprawdę to nie ma znaczenia. A jeśli chodzi o współczucie to nie jest to złe uczucie, wolę budzić współczucie niż np. być ignorowaną, czy pomijaną, czy traktowaną jak dziecko.

W leczeniu lęków i stresu pomocna jest terapia behawioralno-poznawcza. Na takiej terapii psychoterapeuta przyrządzi razem z Tobą listę zadań i ćwiczeń które będziesz musiał zrealizować by uzyskać swój efekt. Np. takim ćwiczeniem może być rozmowa z kilkoma wybranymi osobami na temat na który dotąd milczałeś.

Mi osobiście w akceptacji samej siebie i uzyskaniu dobrego stanu psychicznego bez napięć, bardzo pomogły książki dot. stoicyzmu.
Pozdrawiam serdecznie!


  • 0

#11 Krzychoo

Krzychoo

    Widz

  • Użytkownik
  • Pip
  • 4 postów

Napisano 08 kwiecień 2021 - 20:28

Wielkie dzięki, w większości dla was dziewczyny, za pomoc i dobre słowo. Dziękuje że pochyliłyście się nad moim małym (wielkim) problemem. Wiem że to dopiero początek drogi. Wiem że dotychczasowe unikanie i wypieranie problemu nie robiło mi dobrze. Wiem że trochę się tego nawarstwiło przez dekady i wiem też że stało się to w tym momencie wlaściwie moim największym wyzwaniem w życiu. Naprawdę dzięki wam wiem więcej. Dziękuję!
Zdaje też sobie sprawę że dla kogoś może być to blachostką dlatego "wielki" napisałem w nawiasie. Nie ogranicza to mojego codziennego życia, nie ogranicza to moich możliwości ale ogranicza poczucie wartości i relacje z innymi przez to jestem bardzo wycofany i nie buduję głębszych relacji z innymi.
Co zabawne to to że raczej uważany jestem za towarzyską osobę.
Ostatnio zdecydowałem że od reraz mówię jak jest i jak ktoś coś dostrzeże to mu o tym powiem albo chociaż zacznę coś mówić ale okazało się że nie byłem w stanie, znowu dałem d**y. Co jeszcze bardziej spotęgowało uczucie niemocy i strachu przed reakcja innych. I mówię tu o samej dłoni a co dopiero stopach...
Wiem że muszę się zgłosić z tym do psychoterapeuty. W temacie, jak koleżanka wyżej wspomniała, behawioralno-poznaeczym więc trop już mam ale zainteresował mnie też temat literatury w tym kierunku idącym. Może ma ktoś jakieś ciekawe tytuły w tym kontekście. Coś z psychologii a może coś opisującego bardziej konkretną anomalie poznawczą jak w moim przypadku. Wiem ze niepotrzebnie zaczynam kombinować ale wolałbym może najpierw poczytac coś o tym żeby mieć jakieś konkrety dla psychoterapeuty bo czuhe że to nie będzie łatwe dla niego i tanie dla mnie
Dobrze jest poczytać co macie do powiedzenia i dziękuję wam jeszcze raz za wsparcie i radę.

Pozdrawiam
  • 2

#12 __ANIOLEK__

__ANIOLEK__

    Orator

  • Super Moderator
  • 5856 postów
  • Skąd:home

Napisano 08 kwiecień 2021 - 21:13

Nie ogranicza to mojego codziennego życia, nie ogranicza to moich możliwości ale ogranicza poczucie wartości i relacje z innymi przez to jestem bardzo wycofany i nie buduję głębszych relacji z innymi.

Co zabawne to to że raczej uważany jestem za towarzyską osobę.


Moje poczucie wartości ograniczała w dużej mierze moja (po pierwsze) nieśmiałość, (po drugie) duży poziom wrażliwości. Po latach dowiedziałam się, coś bardzo znaczącego, że jestem osobą wysoce wrażliwą. Tematykę zgłębiłam tą literaturą (post nr 477): https://www.ipon.pl/...lecacie/page-24
Nie ulega wątpliwości, że całe życie się czegoś dowiadujemy i uczymy. Grunt to zaakceptować to i nie próbować zmienić. Odkąd wiem to, co wiem, to jest mi zdecydowanie lżej i łatwej.

Wiem że muszę się zgłosić z tym do psychoterapeuty. W temacie, jak koleżanka wyżej wspomniała, behawioralno-poznaeczym więc trop już mam ale zainteresował mnie też temat literatury w tym kierunku idącym. Może ma ktoś jakieś ciekawe tytuły w tym kontekście.


Swego czasu bardzo interesowałam się psychologią. Do tej pory mam do tego "ciągoty" ;) Edit: Uwaga! Książka jest tylko dodatkiem, nie wyrocznią. Nie zastąpi Ci człowieka/specjalisty i nie jest "wyjściem na skróty". Tutaj to nie zadziała tak, to nie na sensu. Propozycje rzucę, bo jeśli będziesz chciał coś przeczytać, to i tak to zrobisz. Twoja decyzja i wybór. Grunt, być "złotych rad" nie szukał w internecie. Z tych dwóch możliwości zawsze lepsza będzie książka niz sam internet. Pierwsza propozycja:
https://www.empik.co...13969,ksiazka-p

Absolutnym numerem jeden jest dla mnie "Potęga podświadomości", bardzo często do niej wracam:
https://www.empik.co...28353,ksiazka-p

Na koniec cieszę się, że uświadomiłeś sobie pewne rzeczy i próbujesz "coś" z tym zrobić, ale na swoich warunkach. Pozdrawiam serdecznie :)

  • 0
"Stań twarzą zwróconą do słońca, a cień pozostanie za tobą".

#13 ktamara

ktamara

    Milczek

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 22 postów

Napisano 08 kwiecień 2021 - 21:26

Wiem ze niepotrzebnie zaczynam kombinować

żeby mieć jakieś konkrety dla psychoterapeuty bo czuhe że to nie będzie łatwe dla niego i tanie dla mnie

 

 

To nie kombinuj , dla psychoterapeuty to część zawodu , i dla niego / lub niej to część pracy więc .... nie dokładaj sobie niepotrzebnego kłopotu by dodatkowo stresować się tym ,że jak pójdziesz na spotkanie z psychoteutą/ tką to rozmowa z Tobą będzie jakoś dla tej osoby trudna.

Jeśli zdecydujesz się na spotkanie , to moim zdaniem "konkretem dla psychoterapeuty będzie mniej więcej całość tego co tutaj piszesz. Czyli z czym masz problem zdrowotny i czym to jest dla Ciebie - poczucie wstydu , problemy w relacjach.... Psychoterapeuta powinien wiedzieć jak poprowadzić rozmowę by jakoś problem przepracować ;)

 

Moim zdaniem jak już chcesz się jakoś przygotować do spotkania to przemyśl to co chciałbyś powiedzieć i co osiągnąć dzięki rozmowie, jakoś tak wstępnie.

 

Ode mnie taka luźna myśl : skoro jesteś postrzegany jako osoba towarzyska , i masz z kim porozmawiać to może nie musisz od razu "atakować rozmówcę " tematem dłoni a tym bardziej stóp.

 

Może sensowniejszym rozwiązaniem byłoby np niechowanie dłoni w towarzystwie osoby , z którą czujesz się na tyle dobrze. Na tyle dobrze ,że gdy ta osoba to zauważy to nie poczujesz się źle, jak zapyta co z Twoją dłonią to .... możesz próbować to jakoś obrócić w żart,coś na zasadzie ,że: 'przecież zawsze tak było , a ty dopiero teraz zauważyłeś , i że w ogóle  nie ma tematu" ;)

 

I teraz coś z moich osobistych doświadczeń , może się przyda ;)

 

 O swoją niepełnosprawność zostałam zapytana wśród znajomych raz . Pytanie zadał kolega na którymś z kolejnych naszych spotkań(co było bardzo mądre). Zapytał mnie wprost na zasadzie : " Kasiu, czy mogę zapytać co Ci jest ? Zwyczajnie mnie to interesuje. Odpowiedziałam.

Skończyło się zwyczajnym stwierdzeniem : Aha to teraz już wiem , dziękuję że odpowiedziałaś.

Nigdy nie wypytywał dalej bo ani mnie , ani jemu to do niczego niepotrzebne.A to ,że zapytał nie od razu , tylko później dało mi poczucie ,że temat choroby jest drugorzędny. ;)

 

 

Dorzucę jeszcze coś w temacie dłoni ;)

Mam na dłoni znamię.Dosyć widoczne , nie zwracam na nie na co dzień uwagi .Jest sobie po prostu.

Za każdym razem dziwię się kiedy ludzie z mojego otoczenia dostrzegają je po killku latach znajomości - i zakładają ,że to poparzenie ( bo wiedzą lepiej! :)) Kiedy tłumaczę ,że nic mi nie jest i że nie ma tematu bo to znamię , o którym nie pamiętam.To żyjemy dalej i już .

 

Nie wiem , czy moje porady przydadzą Ci się , zwyczajnie taka "wrzutka"  obok tematu.

 Powodzenia ;)


  • 0

#14 Boginka

Boginka

    Sufler

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPip
  • 355 postów
  • Skąd:Warszawa

Napisano 08 kwiecień 2021 - 21:58

czuję że to nie będzie łatwe dla niego

 

Na pierwszy rzut oka osoby niewykwalifikowanej: to nie różni tak bardzo od innych lęków społecznych, które mogą przejawiać osoby zupełnie pełnosprawne. Oczywiście problem jest wyjątkowy w tym sensie, że jest Twój, ale znam np. ludzi którzy mają fobię społeczną, lęk przed deklarowaniem własnego zdania publicznie, itp. i opisywaliby swoje doświadczenie bardzo podobnie. Różniłoby się źródło lęku i typ oczekiwanej negatywnej reakcji (np. boją się nie wzbudzania niechcianego współczucia, a wyśmiania albo np. wyrzucenia z pracy), ale proces jest podobny. Ba, nawet to napompowanie, że „teraz to już się przełamię”, a potem kicha jak nie wyjdzie, bywa ta sama.

 

Dlatego nie przeceniałabym tego, jak trudne to będzie dla psychoterapeuty – z jakimiś ludźmi z podobnymi reakcjami już prawdopodobnie pracował.

 

wolałbym może najpierw poczytac coś o tym

 

Ja bym nie rekomendowała w tej sytuacji czytania książek. Tak samo odradzałabym np. komuś, kto ma tremę w wystąpieniach publicznych, czytanie książek o technice takich wystąpień, gdyby chciał to robić zamiast podjęcia treningu – teoria nie może zastąpić praktyki, a odkładanie praktyki w celu poznania teorii bywa w przypadku takich uniwersalnych umiejętności bezowocne (inaczej jest np. w specjalistycznej umiejętności bycia chirurgiem, gdzie poznanie teorii jest koniecznym wstępem do praktyki).

 

Podobnie ja nauczyłam się rehabilitować bardziej regularnie nie poprzez czytanie książek o motywacji, a poprzez to że po prostu zaczęłam wykonywać ćwiczenia. I mimo oporów, falstartów („Tym razem już na pewno będę to robić regularnie! A jednak nie... :)), z czasem stawały się łatwiejsze. Owszem, były drobiazgi, w których mogłam sobie pomóc wiedzą (np. dostrzeżenie w jakich godzinach i warunkach ćwiczy mi się najłatwiej), ale nic nie zastępowało samej czynności i tworzenia nowego nawyku.

 

To czy ćwiczenia przeciw swojemu problemowi podejmiesz sam, z kimś zaufanym, czy z psychoterapeutą to kwestia Twojego wyboru. Ale wątpię, czy czytanie książek jest istotnie przydatne w tej sytuacji jako "przygotowanie". Mam wrażenie, że to może być po prostu bardziej zaawansowana forma uniku.

O swoją niepełnosprawność zostałam zapytana wśród znajomych raz .

 

Trochę obok tematu ale w celach komediowych...

 

Przypomniało mi się, że dwa razy w życiu ktoś o moje – bardzo dobrze widoczne – zaburzenia chodu zapytał mniej więcej tak.

Na osobności, w stanie widocznego onieśmielenia, człowiek pyta:

-[Imię], czy mogę Ci zadać niedyskretne pytanie?

 

No to ja się zastanawiam co to będzie? Szczegóły mojego życia prywatnego? Stan konta? Informacja że zapomniałam dzisiaj nałożyć dezodorant i jakimś cudem nie zauważyłam?

- Możesz – najwyżej nie odpowiem. O co chodzi?
- Co Ci właściwie jest?

 

A już się nastawiałam na nie wiadomo co... :)


  • 0

boginka (rzecz. mit.) – duch opiekuńczy lub wiedźma; jakże to ludzkie. :)



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych