Skocz do zawartości

A- A A+
A A A A
Zdjęcie

MPD a waga

mpd waga odchudzanie

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
7 odpowiedzi w tym temacie

#1 heyitsme

heyitsme

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 12 postów

Napisano 28 luty 2021 - 14:22

Cześć wszystkim :)

 

Mam 24 lata i umiarkowane MPD, poruszam się przy pomocy kijków do Nordic Walking. Chyba warto też nadmienić, że przy ostatnim ważeniu (jakieś 3-4 miesiące temu) i wzroście 166 cm wyszło mi 68 kg.

Trzy lata temu przeszłam zabieg artrodezy stopy. Przedtem byłam szczupłą osobą, natomiast kilka miesięcy na wózku inwalidzkim i słabość do słodyczy (szczególnie w chwilach stresu lub smutku) musiały zrobić swoje i wtedy pierwszy raz przytyłam. Od tamtej pory byłam na turnusie, cały czas rehabilituję się też na własną rękę - ćwiczenia, orbitrek 3x w tygodniu, spacery - więc nieco schudłam. Nie odmawiam sobie jednak słodyczy, więc generalnie można powiedzieć, że jestem teraz bardziej puszysta ;)  Nie przeszkadzało mi to, nawet lubiłam siebie taką, dopóki rodzina nie zaczęła komentować mojego wyglądu (szczególnie brzucha), "żebyś tylko nie wróciła na wózek na stałe". Rozumiem, że się martwią, bo nadmiar "ciałka" rzeczywiście nie jest dobry dla stawów. Natomiast nie podobają mi się różne ich uwagi, rozliczanie z każdej zjedzonej czekolady i bagatelizowanie moich uczuć, bo rzekomo przesadzam. Dlatego jeśli mam ochotę na słodycze, jem je "w ukryciu" i staram się ukrywać dowody zbrodni :P Dodam, że dodatkowe kg nie utrudniają mi poruszania się.

 

I teraz pytania do Was - jak u Was z wagą? Czy jest tutaj ktoś puszysty jak ja i czy rzutuje to na Waszą mobilność i samopoczucie? Czy uważacie, że faktycznie mogę przesadzać, a moja rodzina ma rację i powinnam schudnąć?

 

Pozdrawiam :D


  • 0

#2 kuba

kuba

    Narrator

  • Super Moderator
  • 1671 postów

Napisano 28 luty 2021 - 17:37

Ładnych parę lat temu była taka audycja w Radiu Zet "Dzwonię do Pani/Pana w bardzo nietypowej sprawie..." prowadzona przez p. Janusza Weissa. Któregoś dnia zadzwoniła do Niego Pani z zadaniem/prośbą, aby komuś obrzydzić jedzenie czekolady oraz innych słodkości. Pan Janusz podszedł do sprawy humorystycznie i do dziś żałuję, że nie uwieczniłem tego dla potomności, bo to była czysta przyjemność słuchania wywodu jak to brązowa maź otacza nasze zęby, przykleja się do nich z czasem robiąc w nich dziury... ;) Wszystko to co przyjemne, zazwyczaj jest zabronione, jest szkodliwe, krótko trwa i w ogóle wchodzi w boczki ;) Ale tak na poważniej. Problem ze stawami przy nadwadze jest dopiero początkiem prawdziwych kłopotów - braku energii, siły i ochoty na cokolwiek zwłaszcza do wysiłku fizycznego, gorszego postrzegania siebie, potem dojdzie do tego cukrzyca, nadciśnienie, zwiększy się prawdopodobieństwo chorób nowotworowych, będą częstsze wizyty u dentysty, diabetologa, kardiologa, itd. Pamiętaj też o tym, że przy częstym i sporym chudnięciu będziesz miała problem z efektem jo-jo - zgubisz 1 kg za chwilę przytyjesz 2 kg. Zgoogluj sobie temat konsekwencji otyłości, a zobaczysz z jakimi problemami będziesz mieć do czynienia. Mam nadzieję, że da to Ci do myślenia. I fakt, że dziś nie masz problemów z poruszaniem się nie oznacza, że za 5 kg lub 7 lat więcej w dowodzie ich nie będzie. Nawet jak usiądziesz na wózek. Wózek nawet przyspieszy pewne procesy... Naprawdę chcesz tego? Rodzice głowę Ci suszą abyś dbała o siebie i mają w tym rację, bo jedynym lekarstwem na unikanie jakichkolwiek kłopotów ze zdrowiem jest profilaktyka. Mówi Ci to osoba, która schudła 15 kg i ma w planie dalsze ograniczanie wagi.


  • 2

#3 __ANIOLEK__

__ANIOLEK__

    Orator

  • Super Moderator
  • 5859 postów
  • Skąd:home

Napisano 28 luty 2021 - 17:58

Czekolada, czekoladą, przyjemności, przyjemnościami. Ty odpowiadasz za siebie i swoje zdrowie. Nie ma zmiłuj. Rodzina ma rację. Otyłość prowadzi do niezaradności i niedołężności, zależności? Tego chcesz? Naprawdę? Czekolada jest tego warta? Dojdzie brak higieny. Potem odparzenia i odleżyny. Trzeba myśleć i pamiętać o wszystkim, bo nikt tego za nas nie zrobi lepiej. Kochaj czekoladę, ale z rozsądkiem.

 

Ja jem więcej posiłków (do 5-ciu na dobę), ale w mniejszych ilościach. Do tego piję dużo wody. Jem czekoladę, ale nie szaleję. Od czasu do czasu.


  • 0
"Stań twarzą zwróconą do słońca, a cień pozostanie za tobą".

#4 Boginka

Boginka

    Sufler

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPip
  • 355 postów
  • Skąd:Warszawa

Napisano 28 luty 2021 - 21:46

Czy uważacie, że faktycznie mogę przesadzać, a moja rodzina ma rację i powinnam schudnąć?

 

Jestem po 30, mam MPD i w tej chwili znaczną nadwagę. W tej chwili nie ma ona wpływu na moje stawy, ma pewien wpływ na np. zdolność do długich wycieczek pieszych, jeszcze nie ma konsekwencji ogólnych (nadciśnienie, cukrzyca). Ale tylko „jeszcze”, bo jeśli nic się nie zmieni, kiedyś mieć będzie. Należy zaznaczyć, że od zawsze chodzę bez kul, balkonika itd., więc osoba z cięższym ode mnie MPD miałaby przy mojej wadze już poważny problem.

 

Nadwaga zaczęła się od połączenia długotrwałej kontuzji z procesem żałoby po kimś. Kontuzja oznaczała, że bardzo mało chodziłam, żałoba że miałam w nosie większość normalnego funkcjonowania: nawet wstanie z łóżka było kwestią filozoficzną („po co to robię i komu na tym zależy?”), o gotowaniu sobie jedzenia nie mówiąc. Łatwiej było jeść słodycze i chipsy, bo nawet gotowiec z mikrofali wymagał za dużo przekonania, że warto coś robić. Potem waga się ustabilizowała – czyli już nie rosła – ale bardzo wolno i nierówno spada. Dużo łatwiej było utyć niż od-tyć.

 

Przy okazji na zlecenie pewnego polskiego uniwersytetu aktualnie tłumaczę kurs dla studentów dotyczący m.in. psychologii związanej z jedzeniem, więc siedzę w temacie. :)

 

To tak tytułem wstępu, żeby było wiadomo czemu się odzywam. A teraz ad rem:

 

1. Przy tej wadze i wzroście masz tzw. wskaźnik BMI jeszcze w normie, czyli na tej podstawie nie zostałabyś nawet uznana za osobę z nadwagą.

 

2. Ale BMI jest uproszczoną metodą oceny wagi wymyśloną dla typowych osób sprawnych – zakłada ono pewną normalną ilość masy mięśniowej, której Ty prawdopodobnie masz mniej z natury, bo tak działa porażenie. W tym sensie wynik „wysoko w normie” to niekoniecznie sukces. O szczegóły tego, jak Twoja waga może wpływać na stawy (czy to już w Twojej sytuacji za dużo), pytałabym pewnie raczej rehabilitanta niż Internet. Bo rehabilitant może np. ocenić, jak rozkładasz obciążenia w ciele przy chodzeniu.

 

3. Problem z takimi rzeczami jak stawy albo pewnymi ogólnymi aspektami zdrowia (np. rozwój nadciśnienia) jest taki, że zwykle jak je zauważamy to jest już poniekąd kłopot. Takimi rzeczami lepiej zajmować się na zasadzie „nie mam problemów i pilnuję, żeby ich nie mieć” a nie „jeszcze nie mam problemów, więc jest okej.” I z tej perspektywy...

 

Jesteś bardzo młodą dorosłą i już kiedyś pojawił się problem z tym, że MPD spowodowało tymczasowe unieruchomienie, co spowodowało przyrost wagi. Załóżmy, że w ciągu 10 najbliższych lat trafi Ci się jeden czy dwa kryzysy, kiedy znów będziesz bardzo smutna – jest szansa, że Twój mózg znów podpowie Ci, że pocieszyć się możesz słodyczami, a to może prowadzić do wzrostu wagi i problemów z mobilnością. I w tym widziałabym chyba największy problem. Nie w tym, czy zjesz w życiu jedną czekoladę więcej, ale czy w następnym kryzysie (gwarantuję, że kiedyś jakiś będzie...), to czekolada znów cię będzie ratować.

 

Jak się ludziom stawia takie pytanie, to oczywiście mówią często że nie dopuściliby do czegoś takiego i gdyby to był realny problem, to natychmiast pozbyliby się niekorzystnych nawyków. Ale nawyki ani w jeden dzień nie powstają ani w ten jeden dzień nie znikną (poza bardzo rzadkimi wyjątkami). Lepiej więc – tak samo jak z dbaniem o stawy – zacząć zmieniać złe nawyki zanim zmiana będzie absolutnie konieczna.

 

Powiedziałabym więc, że w Twojej sytuacji racja jest „na ukos”: ani Twoja, ani rodziny. Jeśli rodzina urządza śledztwo o każdą czekoladę, to robią coś bardzo typowego ale mało skutecznego, bo to jest plan w rodzaju „przyciśniemy ją, a jak schudnie to popuścimy”... i to zwykle albo nie działa (bo ludzie właśnie jedzą po kryjomu) albo kończy się tym, że po przepisowym okresie zakazów człowiek sobie „popuszcza” i znów ma problem później.

 

Z drugiej zaś strony Twoja sytuacja też nie jest optymalna – bo zaczęły się pojawiać tendencje, które mogą kiedyś stać się poważnym problemem, a wcale niekoniecznie będzie je wtedy łatwiej zwalczyć.

 

I co ważne, nie chodzi tak naprawdę o to, żeby rodzina przestała komentować Twoją figurę. Tj. fajnie by było, ale nie to jest oznaką sukcesu – bo zwykle niestety jest tak, że ludzie najpierw jakiś czas sobie tylko po cichu myślą, dopiero potem komentują... więc jak zaczynamy się zmieniać, to zamiast nas nagradzać mogą nadal narzekać (zmiana widoczna za zewnątrz jest jeszcze za mała, żeby uzyskać aprobatę).

 

Chodzi o to, żebyś Ty tak ustawiła siebie, żeby Ci było naprawdę fajnie ze sobą, jak będziesz mieć trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt itd. :) Innymi słowy – nawet czekoladę można jeść, ale warto tak sobie ukształtować stosunek do niej, żeby nie trzeba się było targować z nią o Twoje stawy ani teraz, ani jak będziesz mieć 30+. :)


Użytkownik Boginka edytował ten post 28 luty 2021 - 21:50

  • 1

boginka (rzecz. mit.) – duch opiekuńczy lub wiedźma; jakże to ludzkie. :)


#5 heyitsme

heyitsme

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 12 postów

Napisano 28 luty 2021 - 23:51

Dziękuję wszystkim, a szczególnie Bogince za obszerny i ciekawy komentarz :) Czytając go, zdałam sobie sprawę, że faktycznie - jakoś od gimnazjum niezdrowe jedzenie było dla mnie antidotum na smutki... Tylko, że do czasu operacji byłam szczupła i nie zdarzało mi się tyć, a częste chodzenie do sklepu po małe co nieco w stresujących momentach było dla mnie naturalne, więc nawet nie wiedziałam, że mam nawyk tego typu...

 

Zgoogluj sobie temat konsekwencji otyłości, a zobaczysz z jakimi problemami będziesz mieć do czynienia. Mam nadzieję, że da to Ci do myślenia. I fakt, że dziś nie masz problemów z poruszaniem się nie oznacza, że za 5 kg lub 7 lat więcej w dowodzie ich nie będzie.

 

Mam tego świadomość ;) Chyba powinnam była też dodać, że ta moja słabość do słodyczy nie oznacza, że jem je codziennie i do tego wszystko, co mam pod ręką... Po prostu nigdy nie nakładałam sobie jakichś większych restrykcji żywieniowych.


Użytkownik heyitsme edytował ten post 28 luty 2021 - 23:55

  • 0

#6 kuba

kuba

    Narrator

  • Super Moderator
  • 1671 postów

Napisano 01 marzec 2021 - 05:21

Po tym co tu przeczytałaś, będziesz musiała się z tym przespać i zacząć wprowadzać zmiany. Najgorsze są właśnie takie napadowe akcje na poprawienie sobie humoru, bo w przypadku zbilansowanej ilości dziennej/tygodniowej ilości kalorii jest to taka swoista bomba energetyczna. Lepiej częściej, a po kawałku.   


  • 0

#7 Boginka

Boginka

    Sufler

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPip
  • 355 postów
  • Skąd:Warszawa

Napisano 01 marzec 2021 - 14:12

faktycznie - jakoś od gimnazjum niezdrowe jedzenie było dla mnie antidotum na smutki...

 

Gratuluję odkrycia. Zupełnie serio. Bo wielu ludziom się wydaje, że jedzenie to kwestia głównie matematyki (liczby kalorii), a we współczesnym świecie często jest to też kwestia trochę czego innego.

 

Między innymi czasem właśnie tego, że słodkie / tłuste jedzenie jest łatwym sposobem na podniesienie ilości dopaminy w mózgu, a dopamina jest jednym z tych hormonów, które podnoszą poziom zadowolenia. Czyli jesteśmy zaprogramowani tak, żeby jedzenie nas (po)cieszyło - mózg nas nagradza za dostarczenie kalorii, bo jak zachrzanialiśmy po sawannach to był sukces :)). Tyle że kiedyś szamalibyśmy ewentualnie np. jagody, a nie ptasie mleczko, chipsy, itp., i nawet tych jagód nie było wszędzie na zawołanie, więc skutki kaloryczne jednak były inne. :)

 

I teraz, uzbrojona w tę wiedzę, możesz się m.in. w danej sytuacji chwilę zatrzymać i skontrolować, czy naprawdę chcesz czekoladę, czy w sumie chodzi o coś innego. Oczywiście ewentualna zmiana  programu, który sobie wymyślił Twój mózg, nie nastąpi raczej od razu i bezbłędnie, ale teraz możesz go przyłapywać, jeśli zechce  Cię dokarmiać w celach emocjonalnych.

 

Przy okazji – śledztwo kryminalne za każdą czekoladę to średni pomysł między innymi dlatego, że nawyki raczej się w mózgu powoli i stopniowo wygaszają, a nie raz na zawsze kończą, więc może jeszcze być tak, że dasz się swojemu mózgowi nakarmić w celach emocjonalnych i to nie oznacza od razu jakiegoś giga-problemu. Ale też dlatego, że to się może zdarzyć, może Ci się też przydać margines bezpieczeństwa. To znaczy: nawet gdyby oficjalnie było tak, że Twoja obecna waga jest w normie i dopuszczalna (a potwierdzi to np. lekarz czy rehabilitant), to raczej warto zjechać trochę dalej od górnej granicy normy, na wypadek gdyby Twój mózg znów Cię chciał w przyszłości dokarmiać. Bo dużo tej normy już u góry nie zostało przy tym wzroście, a wydłużyć się jest trudniej niż schudnąć. :)


  • 1

boginka (rzecz. mit.) – duch opiekuńczy lub wiedźma; jakże to ludzkie. :)


#8 Piotr M

Piotr M

    Sufler

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPip
  • 426 postów
  • Skąd:Bystra Krakowska

Napisano 23 marzec 2021 - 15:19

@heyitsme, nadwaga to problem kompletnej  niesamodzielności.

 

 

Ogólnie powiem  człowiek z MPD, czy ogólniej z niepełnosprawnością   ruchową.  Jeżeli  jest  jakoś samodzielny tkwi w  pewnego  rodzaju równowadze. Każde zaburzenie wpływa na samodzielność.

 

Ja  moją mobilność widzę  jak  wagę, na jednej szali mam stan  mojego organizmu ( wagę i wszystko, co się dzieje z moim ciałem, urazy itp., ) na drugiej szali jest  ( rehabilitacja, sport aktywność ) . Żebym dobrze  funkcjonował  waga  musi być  w równowadze. Jak przesadzę z ćwiczeniami  mam problem.  Przykład z ostatnich dni przesadziłem z podnoszeniem ciężarów - efekt mniejsza mobilność, ze składnikami pierwszej szali wagi  jest identycznie.

 

Z otyłością   jest  ten problem że bardzo  łatwo wpada się  w "zaklęte  koło"   po przekroczeniu pewnego progu  otyłość  sama się  napędza.  U  nas  prowadzi to do kompletnej zależności w krótkim czasie, nie warto.


Użytkownik __ANIOLEK__ edytował ten post 23 marzec 2021 - 16:03
literówki.

  • 2

Piotr M
(...)Jeżeli bro­nisz się, znaczy: czu­jesz się ata­kowa­ny. Jeżeli czu­jesz się ata­kowa­ny, znaczy: jes­teś cel­nie tra­fiony. Miej to na uwadze. Edward Stachura



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych