Skocz do zawartości

A- A A+
A A A A
Zdjęcie

Niezrozumiana przez rodzinę


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
3 odpowiedzi w tym temacie

#1 Diana_95

Diana_95

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 5 postów

Napisano 03 październik 2020 - 20:42

Mam 25 lat, jestem niepełnosprawna od urodzenia,

ćwiczę od zawsze, w sumie tak intensywniej od dwóch lat, głównie na obozach rehabilitacyjnych na których jestem parę razy do roku, staram się być tak cztery razy do roku. Tam zaczęłam chodzić przy kulach, w domu też ćwiczę oprócz niedziel i co drugiej soboty, dwa razy w tygodniu jeżdżę do mojej rehabilitantki i oprócz tego że czasami mam złe nastroje to dobrze ćwiczę, po turnusie który zaczyna się jutro  też chcę załatwić sobie 80 h rehabilitacji domowej na NFZ
Praktycznie z mojego chodzenia zrobiłam cel życiowy.

Mój starszy brat się do mnie nie odzywa, bo nie mam pracy, domu, faceta i dziecka. Kiedyś z pięć lat temu też miał mi za złę, że nie ćwiczę to się popłakałam i dowiedziałam się od młodszego brata że starszy ma mi to za złe.
Mała też mi ciągle mówi że źle idę, że mniejsze dzieci potrafią więcej, że jestem leniwa, a kiedy ostatnio poprosiłam jej by mnie pochwaliła kiedyś to odpowiedziała "chyba żartujesz"
Trzeba też wziąć pod uwagę, że mama ma ciężki czas i przechodzi menopauzę.

Dzisiaj starszy brat i mama mieli rozmowę o mnie przy mnie, ale nie ze mną, bo turnus się jutro zaczyna,że za takie pieniądze to można by było na wakacje pojechać, mama tylko z miną cierpiętnicy powiedziała, że taki nas los.
Brat wtedy zapytał mnie czemu nic nie robię na turnusach i w domu, mama poprawiła że na turnusach robię dużo ale w domu nic, kurde jak nic, jak sama w domu ćwiczę nawet półtorej godziny dziennie, nie mówiąc o wyżej wymienionych rzeczach, no i ona to wszystko widzi. Powiedziałam o ćwiczeniach w domu Brat powiedział że on nie widzi żebym cokolwiek robiła (mieszka oddzielnie, ale blisko) że gdybym cokolwiek robiła to bym chodziła po drodze i bym jeździła rowerem trzykołowym.
Zatkało mnie i nic nie powiedziałam.
Skontaktowałam się z moją rehabilitantką, jest oburzona ich postawą, i ona widzi że się staram i że w moim schorzeniu wielkie postępy nie przychodzą hurtem, te małe też się liczą i że widzi że daję z siebie wszystko co mogę.
Wiem, że mam trudny charakter, ale mnie to zabolało.
Jak uodpornić się na takie słowa?


  • 0

#2 __ANIOLEK__

__ANIOLEK__

    Orator

  • Super Moderator
  • 5998 postów
  • Skąd:home

Napisano 04 październik 2020 - 14:35

Kilka luźnych myśli po przeczytaniu postu i własnych przemyśleń. Ogólnie kontakty z rodziną, z najbliższymi nie zawsze są łatwe. Rehabilitacja jest koniecznością jak oddychanie, spanie, czy jedzenie, a nie jakąś fanaberią. Dobrze, że chce Ci się chcieć i że się starasz, dążąc do swoich celów. W przypadku tej konkretnej sytuacji widzę dwa rozwiązania:

  • szczera rozmowa, jeśli których z domowników wróci do poruszanych wcześniej kwestii. Chodzi mi o to, żeby samemu nie wychodzić z rozmową. Niech opadną emocje i kurz. Niech minie trochę czasu na zastanowieniu się nad słowami, które najwyraźniej nie były adekwatne.
  • trzeba dalej robić swoje, tak jak do tej pory, a z czasem poszerzać zakres ćwiczeń, czy obowiązków. Jesteś na dobrej drodze i nie warto z niej schodzić, a domownicy być może sami zrozumieją, że się mylili i Ty naprawdę masz sporo chęci, tylko źle to ocenili. W życiu trzeba robić swoje wbrew wszystkiemu i wszystkim, bo bliscy kiedyś odejdą z tego świata lub się rozejdą w swoje strony. Wszystko to, na co zapracujesz teraz zaprocentuje później.

Fajnie, że koło Ciebie jest rehabilitantka i tak dobrze się rozumiecie. Oby z czasem było tylko lepiej. Wszystkiego dobrego :)


  • 0

"Stań twarzą zwróconą do słońca, a cień pozostanie za tobą". /Teresa Lipowska/


#3 on80

on80

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 12 postów

Napisano 04 październik 2020 - 20:24

Cześć,

 

Niezrozumienie najczęściej jest wynikiem niewiedzy. Ludzie obojętnie czy rodzina czy obcy patrzą na osoby niepełnosprawne z własnej perspektywy. Czasami zwyczajnie nie zdają sobie sprawy, że to co dla nich oczywiste dla nas ON jest wyzwaniem. Z tego co widzę brat próbuje Ciebie motywować. Inna sprawa, że robi to źle. Jeżeli człowiek nie ma wsparcia w rodzinie to jest to bardzo przykre ale nie należy przejmować się docinkami i robić swoje bo nigdy nie będzie tak, że wszystkim dogodzisz. Może dobrym pomysłem byłoby aby Twoja rodzina porozmawiała z rehabilitantką. Otrzymaliby wiedzę zgodną ze stanem faktycznym i może zrozumieliby, że Twój obecny stan zdrowia jest dużym osiągnięciem wynikającym z Twojej pracy, uporu i zaangażowania. Życzę wytrwałości i więcej szacunku do siebie wzajemnie całej rodziny.


  • 0

#4 Boginka

Boginka

    Sufler

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPipPip
  • 374 postów
  • Skąd:Warszawa

Napisano 07 październik 2020 - 19:46

Jak uodpornić się na takie słowa?

 

Nie wiem na ile krytyka ze strony Twojej rodziny jest uzasadniona. Załóżmy jednak w jakimś stopniu rodzina ma Ci za złe rzeczy, na które nie masz wpływu (bo na to wygląda z tego posta).

 

Czasami w takich sytuacjach pomaga rozmowa (jak sugeruje Aniołek), czasem problem wynika z niewiedzy i pomocna jest konsultacja z ekspertem (jak pisze on80). Czasami zaś niestety nie pomaga nic, bo krytyka jest skutkiem skrajnie różnych systemów wartości.

 

Wyjdźmy na chwilę poza niepełnosprawność. Ot, jest rodzina, która uważa, że dziecko powinno się „dobrze ożenić / wyjść za mąż” (za osobę o wysokim statusie społecznym). A dziecku wpadł w oczy akurat ktoś, kto go nie ma. Może być tak, że rodzina z czasem się przekona do wybranka, a może być tak, że do końca życia będą docinki o „zły” wybór, nawet jeśli związek będzie szczęśliwy. Podobnie rodziny potrafią popaść w niezgodę na temat pracy (kto wybrał jaki zawód), zarobków (kto co ma i czego nie ma), światopoglądu, posiadania i wychowania dzieci a nawet szczegółów prowadzenia domu.

 

Ten sam proces występuje zresztą wśród wszystkich ludzi. Są na przykład ludzie, dla których jestem dosłownie bezwartościowa, bo cenią sobie dokładnie odwrotne rzeczy w życiu niż ja przejawiam, zatem też nigdy nie uzyskam ich akceptacji. Różnica polega na tym, że odrzucenie ze strony obcych z jednej strony mniej boli z zasady, z drugiej można sobie w jakimś stopniu takie kontakty selekcjonować (a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal), zaś z trzeciej – że część obcych którzy tak myślą, nie powie tego głośno.

 

W rodzinach zarówno akceptacja jak i jej brak są bardziej jawne i mniej z wyboru. Normalne jest, że człowiek chce akceptacji rodziny, a jej brak boli. (Nawet ludzie, którzy się zarzekają, że im nie przeszkadza, najczęściej gdzieś tam podskórnie by ją jednak chcieli dostać.)

 

Z tego co piszesz wynikałoby, że brat ma Ci za złe brak „normalnego” dorosłego życia, a także wydatki na rehabilitację, bo nie przynoszą takich skutków, jakich by sobie życzył. „Uodparniać” się na brak takiej akceptacji można m.in. w jakimś stopniu poprzez przeświadczenie, że krytyka jest po prostu ceną, którą płacisz za posiadanie własnego życia. Często bardzo pomaga też posiadanie wokół siebie mentalnie stabilnych ludzi, którzy akceptują to, czego rodzina zaakceptować nie chce. W jakimś stopniu trwały brak akceptacji może boleć zawsze, ale jest wtedy znacznie łatwiejszy do zniesienia.

 

Z drugiej strony otwartym pozostaje pytanie, czy mogłabyś mieć „normalniejsze” życie (i czy wtedy brat byłby bardziej zadowolony). Ale tego nie sposób ocenić, nie znając was wszystkich dokładnie.

 

A co to wszystko znaczy po ludzku? Że radziłabym Ci szukać przyjaciół, żeby brak akceptacji ze strony brata mniej bolał, niezależnie od tego czy uda się go kiedyś przekonać do zmiany opinii. I rozwijać się w miarę możliwości ogólno-życiowo (bo jesteś dorosłą kobietą).


  • 1

boginka (rzecz. mit.) – duch opiekuńczy lub wiedźma; jakże to ludzkie. :)



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych