Skocz do zawartości

A- A A+
A A A A
Zdjęcie

Bajka o młodzieńcu


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1 Golda

Golda

    Mruk

  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 114 postów
  • Skąd:Pleszew

Napisano 24 czerwiec 2019 - 19:54

Zastanawiałam się czy wstawić to tu, czy może jednak do bajek, ale stwierdziłam, że Najwyższa Komisja zawszemoże przenieść posta w stosowniejsze miejsce... ;)     

         

Opowiem Wam bajkę… Nie będzie to jednak żadna uwspółcześniona wersja baśni braci Grimm ani nic takiego, tylko coś zupełnie z innej beczki… (dość długie, żeby nie było, że nie uprzedziłam ;) ) Za siedmioma górami, za siedmioma lasami mieszkał sobie młodzieniec. Może i nie był najpiękniejszy, ale za to miał dobre serce. Właśnie dzięki swojemu dobremu sercu znalazł pracę, która nie dość, że przynosiła mu sporo frajdy, to jeszcze świetnie zarabiał. Pewnego dnia ów młodzian poznał dziewczynę. Długo się zastanawiał, czy ta dziewczyna jest wobec niego szczera w uczuciach czy może jednak bardziej kocha jego portfel. Mimo to mężczyzna postanowił zamieszkać z tą kobietą i na dodatek zaczął kupować różne rzeczy do ich wspólnego domu. A że nowe locum mieli w domku jej rodziców, to wszystkie faktury brał na nią… Ich uczucie kwitło, młodzieniec postanowił się oświadczyć i, ku swojemu zaskoczeniu, został przyjęty. Do dotychczasowych zakupów doszło mu jeszcze finansowanie pomysłów narzeczonej, by spełnić jej marzenia o ślubie i weselu. Mimo swojej dobrej posady młodzian musiał wziąć kredyt by zaspokoić zachcianki kobiety. Kilka tygodni przed ślubem postanowił pojechać w dłuższą zagraniczną delegację by mieć rezerwę na nieprzewidziane wypadki. Pech chciał, że nieprzewidziana sytuacja stała się właśnie w czasie trwania delegacji… Młodzieniec miał poważny wypadek i tylko cudem wykupione wcześniej ubezpieczenie pomogło sprowadzić go do kraju bez dodatkowych kosztów. Mimo to, nawet najwyższe ubezpieczenie, nie mogło cofnąć tragicznych skutków tamtego wypadku. Młodzieniec stracił obie nogi i, w wyniku uszkodzenia kręgosłupa, miał niesprawne ręce. Tyle tego dobrego, że w przypadku rąk istniała możliwość przywrócenia im jako-takiej sprawności, ale rehabilitacja kosztowała majątek. A młodzieniec, jak pamiętacie, spłukał się przy kochającej narzeczonej. Na szczęście miał upartą rodzinę oraz kilku wiernych przyjaciół, dzięki którym się nie poddał i rozpoczął żmudne ćwiczenia, okupione łzami, ale mimo to przynoszące efekty. Niestety nie wszystko szło po myśli mężczyzny i jego najbliższych. Jego narzeczona, jeszcze niedawno deklarująca dozgonną miłość, przestała się pojawiać u swojego lubego. Dziwnym trafem nastąpiło to wtedy, gdy banki zaczęły się upominać o zaległe raty… rodzice mężczyzny z dnia na dzień zostali sami z kosztami rehabilitacji oraz sporej wysokości kredytem. Mijały miesiące. Upływały one od zabiegu do zabiegu, sporadycznie zamienianego na kilkudniowy turnus ufundowany przez jakiegoś anonimowego sponsora. Przyjaciele pomału zaczęli przesuwać terminy odwiedzin, a z czasem przestali przychodzić. Ostatni z nich przyniósł informację, która załamała młodzieńca… Mianowicie jego kochająca narzeczona postanowiła poślubić kogoś zupełnie innego. Paradoksalnie był to najlepszy przyjaciel mężczyzny. Rodzice młodzieńca, oburzeni brakiem taktu przyjaciela, wyrzucili go z domu i zabrali syna na dwutygodniowy turnus, w którym miał brać również udział psychoterapeuta. Mijały kolejne miesiące, młodzian powoli odzyskiwał sprawność w rękach, choć był dopiero na samym początku swojej drogi do sprawności. Gorzej wyglądała sprawa z nogami. Nawet najlepsze protezy nie pomogą przy uszkodzonym kręgosłupie. Rodzicom pozostało więc trzymać mocno kciuki za wynalezienie odpowiedniej technologii, dzięki której „rozbrykany” kręgosłup zostałby przywołany do porządku. Robili też wszystko co w ich mocy, już bez pomocy przyjaciół i narzeczonej, by zdobyć kolejne fundusze na rehabilitację… Po kilku ciężkich latach stał się cud. Młodzieńca zaproszono do elitarnego szpitala po drugiej stronie oceanu i tam lekarze przeprowadzili pionierską operację na kręgosłupie. Przy okazji „odpsuli” uszkodzony nerw łączący ręce z mózgiem. Ze względu na to iż operacja była naprawdę pionierska, czyli że to młodzieniec był pierwszą osobą poddaną tego typu zabiegowi, rodzice nie ponieśli żadnych kosztów. Musieli się jednak liczyć z tym, że lekarze poniosą klęskę na całej linii czyli, że mężczyzna umrze. Na szczęście tak się nie stało. Kilkumiesięczny pobyt za oceanem przywrócił młodzieńcowi sprawność i… przyniósł nową miłość, która zaakceptowała go takim jaki był. We czworo wrócili do Polski i zaczęli układać sobie życie od początku tym razem w domu rodziców mężczyzny.     

 KONIEC       

     

Szkoda tylko, że w realu takie historie nie mają happy endu. My, zdrowi, a przynajmniej sprawni fizycznie lub choćby finansowo ludzie, możemy pomóc osobom będącym w sytuacji podobnej do tej z bajki w powrocie do sprawności. Jedną z takich osób, praktycznie jedyną jaką poznałam osobiście, jest brat mojej przyjaciółki @Joanna Frątczak. Ona, mimo swojej niepełnosprawności robi co może by wesprzeć swoich rodziców w zbieraniu środków na rehabilitację jej brata. Dorzućmy do zbiórki choćby symboliczną kwotę, a Paweł będzie mógł kontynuować rehabilitację… https://pomagam.pl/qjttxw89         

      

Dziękuję, że doczytaliście do końca.     

Pozdro    

Ewa 

     

PS. Jeżeli link jest naruszeniem regulaminu to przepraszam. Po prostu wstawiłam tu całego posta, jakiego napisałam na inną stronkę


Użytkownik Golda edytował ten post 24 czerwiec 2019 - 19:55

  • 0

Warto mieć marzenia... i warto dążyć do ich spełnienia.
Wszystkim, którzy mnie wspierali w dążeniu do spełnienia marzenia BARDZO GORĄCO DZIĘKUJĘ!!!



Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych