Skocz do zawartości

A- A A+
A A A A
Zdjęcie

O rozpadzie systemu emerytalnego słów kilka


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
32 odpowiedzi w tym temacie

#21 kuba

kuba

    Narrator

  • Super Moderator
  • 1529 postów

Napisano 22 czerwiec 2018 - 17:35

W momencie w którym system emerytalny faktycznie padnie, nie liczyłbym na odwróconą hipotekę. Przecież wtedy zadziała prawo podaży i popytu, gdy "emerytom" głód zajrzy w oczy, wówczas tego typu fundusze hipoteczne przeżyją oblężenie, co przełoży się na mniejsze wypłaty dla zainteresowanych.
Dlatego kiedy ten dzień nadejdzie, zbyt wiele kasy się z tego nie wyciśnie.

 

Bolek, tylko to jest oferta dla tych, co są właścicielami swojego M w bloku lub działki z domkiem. Można rzecz, że są krezusami, bo nie zapominaj, że jest spora osób korzystająca z lokali komunalnych, czynszowych, itp. Ci raczej po odwróconą hipotekę nie mają co startować. To jest tylko dla wybranych.


  • 1

#22 marder

marder

    evil admin

  • Administrator
  • 2761 postów
  • Skąd:/home/marder

Napisano 23 czerwiec 2018 - 18:50

Kuba, ja zdaję sobie z tego doskonale sprawę. Chcę tylko wykazać, że odwrócona hipoteka wcale nie jest panaceum, które uratuje posiadaczy nieruchomości przed biedą na starość.

Mimo że to dla wybranych, to tych wybranych będzie tylu że to musi wpłynąć na ceny.

Ponadto, ludzie z funduszy hipotecznych, też nie są w ciemię bici. Kiedy będą sobie zdawać sprawę że osoba która chce przystąpić do ich funduszu, nie ma żadnej alternatywy i głód powoli zagląda jej w oczy, z pewnością zaoferują o wiele mniej korzystne warunki.

 

To jest główny powód, dla którego w ogóle nie biorę pod uwagę korzystania z funduszu hipotecznego.


  • 0

Nierozwiązywalność jest zawsze stanem przejściowym. 


#23 thraikill

thraikill

    Podpowiadacz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPip
  • 189 postów

Napisano 24 czerwiec 2018 - 21:35

Skoro przez różnych ludzi na różne sposoby udowodniono tu już że na emeryturę nie należy liczyć, może powinniśmy podyskutować o tym, co zrobić żeby nie zdechnąć z głodu na starość? Ja mam już obmyślony plan, jednak napiszę o tym jutro. Dziś jestem zniesmaczony po żenującym występie polskich "piłkarzy".


  • 0

#24 Boginka

Boginka

    Podpowiadacz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPip
  • 202 postów
  • Skąd:Warszawa

Napisano 25 czerwiec 2018 - 21:45

może powinniśmy podyskutować o tym, co zrobić żeby nie zdechnąć z głodu na starość?

 

Myślę o tym trochę tak, jak o pytaniu jak osoba istotnie niepełnosprawna ma się usamodzielnić („wyfrunąć z gniazda”), jeśli jest obecnie niesamodzielna – nie ma na to prostej recepty, bo jest za dużo istotnych czynników. Można robić to, co się uda. I może to kiedyś zaprocentuje. A może nie, bo nie ma gwarancji efektu. Natomiast jest gwarancja negatywna: że od nicnierobienia życia się nie poprawi.

 

Podobnie nie widzę możliwości jasnego przygotowania się na upadek systemu zabezpieczeń społecznych, bo tak samo jest za dużo czynników:

 

1) Jeśli ten upadek będzie kompletny, to obejmie także krewnych osób żyjących z emerytur czy rent o tyle, że własnym rodzicom czy starszemu rodzeństwu raczej należy pomóc przeżyć. Jeśli zaś upadek nie będzie kompletny, to oczywiście powstaje pytanie kto uprawnienia zachowa, a kto straci i ten „szczegół” będzie miał istotne znaczenie dla przyszłej kondycji finansowej.

 

2) Problem demograficzny nie ogranicza się do ZUS. Przy braku zastępowalności pokoleń może się rozchwiać rynek pracy (bo nie będzie „kim” pewnych rzeczy robić). Tu kwestią otwartą jest polityka migracyjna, na przykład. Bez wiedzy, jak to się będzie kształtowało, trudno sensownie przewidzieć np. koszt różnych rzeczy, a więc i sumę realnie potrzebną na przeżycie.

 

3) Teoretycznie wystarczająco duże tąpnięcie w systemie zabezpieczeń może prowadzić do znacznego pogorszenia warunków życia w kraju w ogóle. Może bowiem nastąpić powrót do plemienno-klanowego modelu zaufania społecznego, w którym każdy klan zbiera zasoby dla swoich. Krótkoterminowy zysk (np. z tego, że oszukam kogoś w interesach) staje się wtedy atrakcyjniejszy, a zysk długoterminowy mniej atrakcyjny, bo może jak ja nie oszukam Ciebie, Ty i tak oszukasz mnie. Z drugiej strony zaś kryzys może wyzwolić większą solidarność i wsparcie pozainstytucjonalne... jeśli ludzie tak zechcą.

 

4) Każdy własny system oszczędności może się zawsze rozsypać. Jaskrawy przykład: nowotwór złośliwy złapany przed wiekiem emerytalnym – prawie każdy sięgnie po pieniądze „odłożone na emeryturę”, żeby się ratować, o ile będzie mieć możliwości, a o to, z czego będzie żył, będzie się martwił jak przeżyje. Z drugiej strony awans w pracy, hossa gospodarcza czy nawet spadek po rodzicach mogą nagle, nieprzewidywalnie pomóc w zbudowaniu sobie zabezpieczenia, nawet jeśli się tej okazji wcześniej nie widziało – o ile się ją wykorzysta.

 

To, że nie ma się jak naprawdę przygotować, bo nie znamy ani dokładnego rozmiaru, ani skutków problemu, nie oznacza, że nie można robić nic. Zawsze można robić cokolwiek (usamodzielniać się, żeby wymagać chociaż trochę mniej pomocy; starać się mieć zatrudnienie czy odkładać na przyszłość).

 

Bo lepiej robić coś sensownego niż nic. Ale co z tego wyniknie, to się dowiemy, jak przyjdzie.
 


  • 3

boginka (rzecz. mit.) – duch opiekuńczy lub wiedźma; jakże to ludzkie. :)


#25 thraikill

thraikill

    Podpowiadacz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPip
  • 189 postów

Napisano 25 czerwiec 2018 - 22:12

Jeśli ten upadek będzie kompletny, to obejmie także krewnych osób żyjących z emerytur czy rent o tyle, że własnym rodzicom czy starszemu rodzeństwu raczej należy pomóc przeżyć. Jeśli zaś upadek nie będzie kompletny, to oczywiście powstaje pytanie kto uprawnienia zachowa, a kto straci i ten „szczegół” będzie miał istotne znaczenie dla przyszłej kondycji finansowej.

 

Uważam że najbardziej prawdopodobny scenariusz będzie wyglądać tak, że każdy nazwijmy to "emeryt" dostanie po równo jakąś śmieszną kwotę np 1000 zł lub mniej  i żyj sobie emerycie, jak możesz i potrafisz.

 

Z drugiej strony zaś kryzys może wyzwolić większą solidarność i wsparcie pozainstytucjonalne... jeśli ludzie tak zechcą.

 

Może jestem skrzywiony przez to czego w życiu doświadczyłem, ale nie liczę na to i nie wierzę w to.

 

To, że nie ma się jak naprawdę przygotować, bo nie znamy ani dokładnego rozmiaru, ani skutków problemu, nie oznacza, że nie można robić nic. Zawsze można robić cokolwiek (usamodzielniać się, żeby wymagać chociaż trochę mniej pomocy; starać się mieć zatrudnienie czy odkładać na przyszłość).

 

Pod tym mogę się podpisać obu rękoma.

 

Skoro już mowa o zabezpieczeniu się na starość, odkładanie na przyszłość ma sens, jednak z kilkoma zastrzeżeniami:

  • Oszczędności trzeba inwestować, inaczej całe przedsięwzięcie traci sens, pieniądz musi pracować na siebie i mnożyć się.
  • Wpłacanie pieniędzy na lokatę bankową, to pójście po linii najmniejszego oporu. Czy pamiętasz co stało się z oszczędnościami odłożonymi na książeczkach PKO na przełomie lat 80 i 90? Zjadła je inflacja. Nikt nie zagwarantuje że ta sytuacja się nie powtórzy.

 

Dlatego uważam że najlepiej inwestować w coś co nie zdewaluuje się tak, jak mogą to zrobić pieniądze. Akcje przedsiębiorstw, obligacje, są dla znających się na rynkach finansowych lub lubiących ryzyko. Dzieła sztuki, to dla ekspertów, chociaż jeśli kupi się obraz np Gierymskiego czy Wyczółkowskiego, na tym się nie straci. No chyba że ktoś da się nabrać na falsyfikat.

Najlepszą opcją jest zainwestowanie w nieruchomość, i na tym właśnie opiera się mój plan.

 

W ogólnym zarysie, żeby nie zanudzać szczegółami: w tym roku skończyłem spłacać kredyt hipoteczny za mieszkanie. Ponieważ spłąciłem kredyt, dla banku jestem zaufanym klientem, mam dobrą historię kredytową, będzie mi łatwiej o następny. Gdy dozbieram na wkład własny, kupię na rynku wtórnym np. kawalerkę i od razu ją wynajmę. Mieszkam w dużej aglomeracji, będącej jednocześnie ośrodkiem akademickim, studentów poszukujących lokum jest tutaj w bród. Nie łudzę się, że wynajem pokryje mi koszt całej raty, lecz na pewno znaczną jej część, dzięki temu spłacanie nie będzie tak dolegliwe jak było spłacanie mieszkania w którym mieszkam teraz. Będę też mógł wziąć kredyt na krótszy okres czasu. Drugie mieszkanie powinno mi zapewnić dodatkowy dochód z wynajmu, lub w najgorszym wypadku będę mógł je sprzedać.


  • 2

#26 Boginka

Boginka

    Podpowiadacz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPip
  • 202 postów
  • Skąd:Warszawa

Napisano 25 czerwiec 2018 - 23:04

Może jestem skrzywiony przez to czego w życiu doświadczyłem, ale nie liczę na to i nie wierzę w to.

 

Po pierwsze, tak akcentująco, liczyć na coś a uważać to za możliwe to dla mnie dwie różne postawy. W liczeniu na ludzką dobroć i przyzwoitość nie należy przesadzać, bo to graniczy z nieroztropnością ("na pewno mnie ktoś uratuje"). Ale nadzieję uważam za przydatną, choćby na zasadzie pewnego sprzężenia zwrotnego: skoro uznaję zaufanie za ważną walutę społeczną, nie mogę być skończonym cynikiem... bo wtedy to ja podkopuję to zaufanie. Sama działam na niekorzyść tego, co podobno jest ważne.

 

Po drugie, oczywiście, że poglądy kształtują się także z powodu doświadczeń. Ponieważ kręcę się trochę w wolnym czasie wokół tzw. "trzeciego sektora", wiem, że istnieją ludzie robiący rzeczy właśnie z poczucia solidarności, chociaż mogliby ich nie robić. Jest ich oczywiście za mało względem morza ludzkich potrzeb. Ale mogło by ich być także mniej niż jest. I dlatego że mogłoby być gorzej niż jest, uważam za właściwe nie wykluczać, że może być lepiej, niż mi się instynktownie wydaje. Taki paradoksalny pesymistyczny optymizm.


Użytkownik Boginka edytował ten post 25 czerwiec 2018 - 23:05

  • 4

boginka (rzecz. mit.) – duch opiekuńczy lub wiedźma; jakże to ludzkie. :)


#27 moro

moro

    Mruk

  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 102 postów

Napisano 28 czerwiec 2018 - 11:36

4) Każdy własny system oszczędności może się zawsze rozsypać. Jaskrawy przykład: nowotwór złośliwy złapany przed wiekiem emerytalnym – prawie każdy sięgnie po pieniądze „odłożone na emeryturę”, żeby się ratować, o ile będzie mieć możliwości, a o to, z czego będzie żył, będzie się martwił jak przeżyje.


Tutaj Boginka dotknęła o wiele ważniejszego problemu, czyli rozpadu opieki zdrowotnej, który dokonuje się tu i teraz na naszych oczach.
Teoretycznie płacąc składki na NFZ mamy prawo do opieki medycznej, w praktyce nie mamy nic. Pominę tu kwestie marginalne jak wyżywienie w szpitalach, zwróćmy uwagę na dostępność i jakość tej opieki. Kiedy niedawno próbowałem dostać się do lekarza specjalisty, na NFZ zaproponowano mi termin na grudzień br. Przyjęcie od ręki? Tylko 250 zł. Zapłaciłem, bo co miałem zrobić.
Próbowałem załatwić sobie rehabilitację na NFZ. Potrzebuję jej ciągle, żeby funkcjonować. Oczywiścieże się udało, zaczynam już w marcu 2019.
Będzie nadal tak jak jest, żeby mieć rehabilitację będę nafal płacił 6 stówek miesięcznie, jednocześnie opłacając składkę NFZ, za którą dostaję, no właśnie, co dostaję?

Wyobraźcie sobie teraz sytuację o której napisała Boginka. Ktoś dowiaduje się że ma złośliwy nowotwór, na który istnieje skuteczna terapia ale NFZ nie refunduje, więc mimo że płaciłeś składki, masz wybór żebrać o pieniądze na leczenie, albo umrzeć.
  • 1

#28 marder

marder

    evil admin

  • Administrator
  • 2761 postów
  • Skąd:/home/marder

Napisano 30 czerwiec 2018 - 17:53

Teoretycznie płacąc składki na NFZ mamy prawo do opieki medycznej, w praktyce nie mamy nic.

 

Ameryki nie odkryłeś.

Lektura do poduszki: http://www.korektorz...port_062018.pdf


  • 1

Nierozwiązywalność jest zawsze stanem przejściowym. 


#29 kuba

kuba

    Narrator

  • Super Moderator
  • 1529 postów

Napisano 30 czerwiec 2018 - 19:59

Czyli wszystko to, czego nie mamy.

 

I dłuuugo mieć nie będziemy. :mellow:
 

Kuba, niby wymieniłeś wszystkie punkty,ale najważniejszy dla Ciebie jest egoizm. To nie on, tylko odpowiedzialność. W tych biedniejszych częściach Polski,o których pisałeś dzieci rodzą się np. z zespołem FAZ.


Jest pewna granica między egoizmem a odpowiedzialnością. Patrząc egoistycznie na życie, od początku zakładasz, że z nikim nie będziesz chciała się związać i nie będziesz chciała mieć dzieci, czas wolny będziesz poświęcać swojemu duchowemu rozwojowi - realizacji hobby i pasji. Odpowiedzialna jesteś tylko za siebie. To takie wieczne chodzenie w krótkich spodniach czy miniówce.
Decydując się jednak na związek, czy to formalny czy też nie, trzeba do tego dorosnąć - siłą rzeczy bierzesz odpowiedzialność za siebie, partnera, czasem partnera z dzieckiem oraz podejmowane wtedy decyzje. Tu nie można sobie pozwolić na jakieś wybryki. I ta odpowiedzialność jest wielokrotna. Decydowanie się na dziecko pod wpływem chwili czy napojów wysokoprocentowych też nie jest dobrym momentem. Ale to się zdarzało, zdarza i zdarzać będzie.
 

Lektura do poduszki

 

Lepiej nie, bo potem będą śniły się koszmary, lepsza lekturka będzie przy śniadaniu zamiast kawy - bardziej podniesie ciśnienie. ;)


  • 1

#30 kaska_zaborze

kaska_zaborze

    Gawędziarz

  • Moderator
  • 1077 postów
  • Skąd:Małopolska.

Napisano 01 lipiec 2018 - 09:32

Jest pewna granica między egoizmem a odpowiedzialnością. Patrząc egoistycznie na życie, od początku zakładasz, że z nikim nie będziesz chciała się związać i nie będziesz chciała mieć dzieci, czas wolny będziesz poświęcać swojemu duchowemu rozwojowi - realizacji hobby i pasji. Odpowiedzialna jesteś tylko za siebie.

 

Jak rozumiem mówisz,że nie da się żyć będąc odpowiedzialnym tylko za siebie i tu się z Tobą zgadzam. Zawsze jest ktoś za kogo chcemy być odpowiedzialni-rodzina,przyjaciele. Niestety są ludzie,którzy nie potrafią tak żyć i dlatego nigdy nie spełnią punktów z Twojego wcześniejszego postu,duchowy rozwój też odpada bo w to trzeba się zaangażować,a system emerytalny jaki jest niech taki zostanie,ważne żeby nikt nas nie dotykał.


Użytkownik __ANIOLEK__ edytował ten post 01 lipiec 2018 - 10:22
poprawiono cytat.

  • 0

Wciąż ma się mało lat a już się tyle przeżyło.Powoli dogasa blask tych co już nie wrócą dni.

Piotr Bukartyk.


#31 thraikill

thraikill

    Podpowiadacz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPip
  • 189 postów

Napisano 07 lipiec 2018 - 21:58

Po pierwsze, tak akcentująco, liczyć na coś a uważać to za możliwe to dla mnie dwie różne postawy.

 

Dla mnie to że nie liczę na coś, jest logiczną konsekwencją faktu że nie uważam czegoś za możliwe. Jedno wynika z drugiego. Ja jednak nie o tym.

Spróbujmy powiązać ze sobą dwa fakty.

Fakt pierwszy: System emerytalny za jakiś czas upadnie. Jedną z przyczyn jest dłuższa niż kiedyś średnia długość życia, a co za tym idzie starzenie się społeczeństwa.

Fakt drugi: System opieki zdrowotnej już praktycznie upadł.

 

Czy tylko ja widzę tutaj związek? Chciałbym się mylić, ale czy nie odnosicie wrażenia że system opieki zdrowotnej został położony na łopatki celowo? Bo przecież kiedy staruszkowie i chorzy powymierają nie trzeba będzie płacić im rent i emerytur. Powtórzę jeszcze raz, mam nadzieję że się mylę...


  • 0

#32 Quisser

Quisser

    Milczek

  • Użytkownik
  • PipPipPip
  • 34 postów

Napisano 08 lipiec 2018 - 20:50

Dlatego nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ludzie cieszący się z podwyżki rent przypominają trochę pasażerów Titanica: cieszą się że do obiadu dostali trochę większą porcję deseru, ale góra lodowa czeka gdzieś tam przed nimi.

 

Weź pod uwagę, że Titanic jest ogromny, obejmuje swoim obszarem już całą UE ze szczególnym uwzględnieniem Grecji i Włoch w których lada chwila gotowa wybuchnąć kolejna fala kryzysu ekonomicznego. Nawet w do niedawna stawianym za wzór USA minimalna pensja przestała wystarczyć do utrzymania mieszkania. Żyjemy w czasach ogromnych przetasowań geopolitycznych, a tam gdzie przetasowania tam i wielkie ludzkie tragedie i bankructwa.

 

Kto zaradniejszy i faktycznie myśli o przyszłości nieemerytalnej, niech sobie kombinuje domek z ogródkiem na wsi, sadzi warzywka, hoduje kurki i zaciska pasa. Czasy i tak nie są tak złe, większość niepełnosprawnych w poprzednich epokach nie miałaby szans przeżyć porodu albo zmarłaby przed wejściem w wiek dojrzały. 

 

Co więc czynić?

 

Cieszyć się z tego momentu póki nie dotarła wieść o uderzeniu w górę lodową, a na Titanicu wciąż gra orkiestra; pić szampana, tańczyć i się nie przejmować. Jak wszystko dupnie, to dupnie na taką skalę, że nawet zaradniejsi będą mieli problem dać sobie radę.


Użytkownik Quisser edytował ten post 08 lipiec 2018 - 21:37

  • 2

#33 Aribeth

Aribeth

    Mruk

  • Użytkownik
  • PipPipPipPip
  • 110 postów

Napisano 10 lipiec 2018 - 20:33

Weź pod uwagę, że Titanic jest ogromny, obejmuje swoim obszarem już całą UE ze szczególnym uwzględnieniem Grecji i Włoch w których lada chwila gotowa wybuchnąć kolejna fala kryzysu ekonomicznego.

 

Zapominasz o istotnym szczególe. Grecja i Włochy są w strefie euro. A ponieważ są w unii monetarnej z Francją i Niemcami zawsze będą mogły liczyć na pomoc. Polski nikt ratować nie będzie. Zwłaszcza że po zmianie opcji politycznej u steru władzy Polska jest skłócona z UE.

 

Cieszyć się z tego momentu póki nie dotarła wieść o uderzeniu w górę lodową, a na Titanicu wciąż gra orkiestra; pić szampana, tańczyć i się nie przejmować.

 

W przypadku polskich emerytów w grę wchodzi nie szampan, tylko tanie wino musujące z Biedronki. Też sobie zresztą znaleźliście porównanie. To nie będzie głośna katastrofa jak Titanica. To będzie powolne tonięcie dziurawego czółna.  Będzie tak samo jak z opieką zdrowotną, ci którzy będą mogli liczyć tylko na państwowy system będą umierać, po cichu. I nikogo to nie będzie obchodziło. Tylko żebrzących staruszków na ulicach przybędzie...


  • 1


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych