Skocz do zawartości

A- A A+
A A A A
Zdjęcie

Czy są w Szczecinie (zachodniopomorskie) grupy wsparcia dla chorych na padaczkę?

grupa wsparcia padaczka epilepsja szczecin zachodniopomorskie

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
21 odpowiedzi w tym temacie

#1 Helvetti

Helvetti

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 11 postów
  • Skąd:Szczecin

Napisano 08 czerwiec 2016 - 19:18

Witam!

Czy są w Szczecinie (zachodniopomorskie) grupy wsparcia dla chorych na padaczkę? Nie umiem niczego takiego znaleźć, a mój neurolog powiedział, że mogłabym poszukać w internecie. 

 

Coraz gorzej znoszę samotność, a zwierzanie się z choroby zdrowym ludziom nie do końca ich satysfakcjonuje. Poza tym nie chcę litości i unikania mnie potem. Tylko chory może zrozumieć chorego i czasem nawet pośmiać się razem można z tego :P ;) Wiem, wiem... To niby nic śmiesznego, ale ja mam już dość życia jak mnich umartwiający się chorobą. Chcę poznać ludzi, którzy nie reagują strachem na ową przypadłość.

 

Pozdrawiam.

 

 


  • 0

#2 __ANIOLEK__

__ANIOLEK__

    Orator

  • Super Moderator
  • 6040 postów
  • Skąd:home

Napisano 08 czerwiec 2016 - 19:46

Witaj ponownie :)

 

Ogólnie w Internecie znalazłam stowarzyszenia wspierające osoby na epilepsję:

http://chorzynaepile...instytucji.html

 

W Zachodniopomorskim najbliższe masz w Sławnie:

http://bazy.ngo.pl/s...fo.asp?id=35864

 

Pozdrawiam serdecznie :)


  • 0

"Stań twarzą zwróconą do słońca, a cień pozostanie za tobą". /Teresa Lipowska/


#3 marder

marder

    evil admin

  • Administrator
  • 3339 postów
  • Skąd:/home/marder

Napisano 08 czerwiec 2016 - 20:20

Przenoszę do właściwego działu.


  • 0

Nierozwiązywalność jest zawsze stanem przejściowym. 

 

Ziewanie, to cichy krzyk o kawę.


#4 Helvetti

Helvetti

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 11 postów
  • Skąd:Szczecin

Napisano 09 czerwiec 2016 - 01:28

Z tego, co widzę, muszę okopać się w swoim eremie i zaakceptować samotność. Wszystko jest daleko od mojego miejsca zamieszkania, brak spotkań w grupach, terapii grupowej, itp. Ja już nie mogę. Mam ochotę zakończyć to wszystko. Każdy ode mnie ucieka, gdy słyszy o chorobie, a ja nie umiem budować muru, nie zakochać się, nie żyć... Czasem zastanawiam się, co by było, gdybym wzięła wszystkie leki na raz... I nie piszcie, że są tacy, co mają gorzej, bo mam to w nosie. Ostatnio nawet mężczyzna na wózku uciekł, gdy dowiedział się o mojej chorobie. Pielęgniarki sobie szukał chyba. Ja pie...ę!


Użytkownik kuba edytował ten post 09 czerwiec 2016 - 09:34
Usunięcie wulgaryzmu

  • 1

#5 __ANIOLEK__

__ANIOLEK__

    Orator

  • Super Moderator
  • 6040 postów
  • Skąd:home

Napisano 09 czerwiec 2016 - 11:28

Znalazłam jeszcze coś takiego:

http://www.stowarzys...e-szczecin.html

 

Powiem Ci tak - nie ostatni raz się zawiodłaś, jednak nie powinnaś tego brać do siebie. Widocznie to nie była właściwa osoba, trzeba ją przekreślić i iść dalej do przodu. Niebawem może będzie spotkanie w Szczecinie, na którym fajnie, jakbyś się pojawiła. Przekonasz się wtedy, że nie wszyscy uciekają na samo słowo "epilepsja". Można mieć grono znajomych, pracę, a nawet szczęśliwie się zakochać. Takich osób tutaj nie brakuje. Więc głowa do góry i do rychłego zobaczenia na spotkaniu :) Pozdrawiam :)


  • 0

"Stań twarzą zwróconą do słońca, a cień pozostanie za tobą". /Teresa Lipowska/


#6 Gość_Quisser_*

Gość_Quisser_*
  • Gość

Napisano 10 czerwiec 2016 - 15:51

Z tego, co widzę, muszę okopać się w swoim eremie i zaakceptować samotność. Wszystko jest daleko od mojego miejsca zamieszkania, brak spotkań w grupach, terapii grupowej, itp. Ja już nie mogę. Mam ochotę zakończyć to wszystko. Każdy ode mnie ucieka, gdy słyszy o chorobie, a ja nie umiem budować muru, nie zakochać się, nie żyć

 

Mam być może ignoranckie, acz najzupełniej szczere pytanie: W jaki sposób epilepsja miałaby uniemożliwiać ci zawieranie znajomości z innymi ludźmi? Pytam, bo znałem przynajmniej jedną epileptyczkę w liceum( nawet dostała kilkakrotnie ataków podczas zajęć, po których trzeba było lekcje przerwać i wzywać pogotowie), aczkolwiek pomimo tego nie miała problemów z nawiązywaniem kontaktów, należała do intelektualnej elity klasy i mimo pewnego przymulenia (jak mniemam wywołanego lekami) była lubiana i całkowicie akceptowana. Oraz całkiem ładna, jeśli chcesz znać moje zdanie.

 

Z mojego doświadczenia wynika, że nie jest to choroba specjalnie stygmatyzująca - nie oszpeca, nie zaburza motoryki, nie upośledza intelektualnie. Dlaczego więc zamykać się w ciasnym gronie osób z podobnym zaburzeniem?

 

Wielu wielkich i powszechnie podziwianych ludzi cierpiało na padaczkę (lub było o nią podejrzewanych) - wystarczy wspomnieć Juliusza Cezara czy Fiodora Dostojewskiego.


Użytkownik Quisser edytował ten post 10 czerwiec 2016 - 16:00

  • 0

#7 Helvetti

Helvetti

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 11 postów
  • Skąd:Szczecin

Napisano 12 czerwiec 2016 - 11:27

Widzisz, porównujesz swoje doświadczenia z moimi.

Co do zawierania znajomości to, to jest mniejszy problem. Mam już 28 lat i chciałabym mieć partnera. Jak widzisz, o to chodzi ;) Mam dość facetów na jedną noc, którymi się jedynie bawię, bo wiem, że nie wolno mi wejść w głębsza relację. Kolejny problem, to moja niechęć do posiadania rodzonych dzieci. Biorę takie leki, że lepiej nie krzywdzić nienarodzonych. Obawiam się, że u moich dzieci może też pojawić się padaczka - i to gorsza niż moja. Który mężczyzna zechce kobietę niemogącą urodzić mu zdrowego dziecka? Przecież wam tylko o to chodzi - o rozpłód. Adopcja nie wchodzi w grę.

 

Piszesz o znakomitościach tego świata. Juliusz Cezar, Dostojewski,  Aleksander Wielki, Napoleon, Sokrates, Paganini, van Gogh... 

DZIWADŁA!!! Cierpiący na samotność, górujący umysłowo nad innymi, ludzie nie z tego świata. Oni nie byli szczęśliwi, a sukcesy zawdzięczali... Kurde! Imperium Rzymskie powstało z powodu manii jakiegoś padaczkowca!


Użytkownik Helvetti edytował ten post 12 czerwiec 2016 - 12:42

  • 0

#8 Gość_Quisser_*

Gość_Quisser_*
  • Gość

Napisano 12 czerwiec 2016 - 15:09

Co do zawierania znajomości to, to jest mniejszy problem. Mam już 28 lat i chciałabym mieć partnera. Jak widzisz, o to chodzi ;) Mam dość facetów na jedną noc, którymi się jedynie bawię, bo wiem, że nie wolno mi wejść w głębsza relację

 

Kto ma partnera/ów na jedną noc, ten jest o rzut beretem od posiadania stałego, chyba że ma blokady emocjonalne.

 

Kolejny problem, to moja niechęć do posiadania rodzonych dzieci. Biorę takie leki, że lepiej nie krzywdzić nienarodzonych. Obawiam się, że u moich dzieci może też pojawić się padaczka - i to gorsza niż moja. Który mężczyzna zechce kobietę niemogącą urodzić mu zdrowego dziecka? Przecież wam tylko o to chodzi - o rozpłód. Adopcja nie wchodzi w grę.

 
Słyszałaś o mentalnej kastracji? Czasem kobieta potrafi tak dogadać facetowi, że zwyczajnie przestaje mu się chcieć z nią sypiać. Mam wrażenie, że z zawieraniem znajomości może być podobnie - wiele kobiet się asekuruje i w efekcie odpycha facetów. A mężczyźni to - uwaga, niespodzianka - też ludzie! Mają różne poglądy na temat posiadania potomstwa. Jedni chcą go za wszelką cenę, inni nigdy; inni tylko jeśli nie przeszkodzi im w wygodnym życiu, jeszcze inni nie chcą go mieć z przyczyn filozoficznych. Są też goście tak zakochani w swoich partnerkach, że akceptują ich stanowisko jakimkolwiek by nie było. Najpierw zafascynuj sobą faceta/ów, wejdź w związek, a dopiero później - z autopsji i z perspektywy czasu - będziesz mogła powiedzieć czego poszczególni przedstawiciele płci chcą, a czego nie. Bo jeśli póki co ograniczyłaś się tylko do romansów na jedną noc - to doświadczenie masz minimalne i ograniczone zaledwie do sfery seksualnej. Może warto zawiesić na kołku uprzedzenia i spróbować uwieść też czyjąś duszę zamiast tylko ciała? Chociażby dla jaj, żeby mieć później dobre argumenty w dyskusjach?
 

Piszesz o znakomitościach tego świata. Juliusz Cezar, Dostojewski,  Aleksander Wielki, Napoleon, Sokrates, Paganini, van Gogh... 
DZIWADŁA!!! Cierpiący na samotność,

 
Dostojewski był genialnym pisarzem i miał pod koniec życia młodziutką żonę, która była z nim do końca, chociaż był niepoprawnym hazardzistą i potrafił za jednym posiedzeniem przy stole przegrać cały ich majątek, nie wyłączając płaszczy w których przyszli. Przez łóżko Aleksandra zapewne przewijali się niebywale atrakcyjni przedstawiciele płci obojga - o ile miał na nich czas budując imperium; podobnie jak Cezar. Wiele można o nich powiedzieć, ale nie to że byli samotnikami. A jeśli nawet, to raczej niewiele miało to wspólnego z niedostatkiem ludzi w ich życiu.

 

Kurde! Imperium Rzymskie powstało z powodu manii jakiegoś padaczkowca!

 "Patrzcie, ja was uczę nadczłowieka. On jest tym piorunem, on jest tym obłędem!"
 
Friedrich Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra


Użytkownik Quisser edytował ten post 12 czerwiec 2016 - 16:55

  • 0

#9 marder

marder

    evil admin

  • Administrator
  • 3339 postów
  • Skąd:/home/marder

Napisano 12 czerwiec 2016 - 17:44

Imperium Rzymskie powstało z powodu manii jakiegoś padaczkowca!

 

Nie przeceniaj wkładu Gajusza Juliusza Cezara :) Imperium powstałoby i bez niego, a Gallię podbiłby ktoś inny. Jego największą zasługą było utorowanie drogi Oktawianowi Augustowi (Gajuszowi Juliuszowi Cezarowi Oktawianowi).

 

 

"Patrzcie, ja was uczę nadczłowieka. On jest tym piorunem, on jest tym obłędem!"

Friedrich Nietzsche

 

Tylko nie cytuj Jej Schopenhauera, bo jeszcze się dziewczyna załamie :devil:


  • 0

Nierozwiązywalność jest zawsze stanem przejściowym. 

 

Ziewanie, to cichy krzyk o kawę.


#10 Helvetti

Helvetti

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 11 postów
  • Skąd:Szczecin

Napisano 12 czerwiec 2016 - 19:37

"Człowiekowi o nic bardziej nie chodzi niż o zaspokojenie swej próżności i żadna rana nie jest tak bolesna jak ta, która zadana jest miłości własnej." 

 

Schopenhauer chyba by się załamał, gdyby ze mną porozmawiał...

 

 

Miałam partnera bardzo długo. W trakcie związku miałam pierwszy atak. Nie opuścił mnie, choć wyglądałam na pewno szkaradnie i mogłam wzbudzić w nim niechęć po tym, co widział. Jednak wszystko się kończy. Rozstaliśmy się, bo strach było żyć z tym człowiekiem. Z tym, co się z nim stało po latach szczęścia, jakie ono by nie było...

 

Piękne było to, o duszy, Milczku. Masz rację.


  • 0

#11 Gość_Quisser_*

Gość_Quisser_*
  • Gość

Napisano 12 czerwiec 2016 - 20:19

Schopenhauer chyba by się załamał, gdyby ze mną porozmawiał...


Tylko w wypadku gdybyś była niepoprawną optymistką, w dodatku skutecznie podważającą jego wizję. Biorąc pod uwagę twoje obecne nastawienie, raczej spotkałabyś się z jego aprobatą :) Nic tak nie irytuje jak dysonans poznawczy pod którego ciężarem mechanizmy obronne zaczynają trzeszczeć, z kolei nic tak nie uspokaja jak wspólnota światopoglądowa.
 

Miałam partnera bardzo długo. W trakcie związku miałam pierwszy atak. Nie opuścił mnie, choć wyglądałam na pewno szkaradnie i mogłam wzbudzić w nim niechęć po tym, co widział. Jednak wszystko się kończy. Rozstaliśmy się, bo strach było żyć z tym człowiekiem.

 

Znowu jakby nie tyle problem z tobą, co zwykłe wypadki życiowe będące w mniejszym/większym stopniu udziałem każdego. Choć rozumiem, że można się po czymś takim sparzyć i próbować ułożyć sobie życie na różne sposoby, w tym totalnie ascetyczne. Choć na dłuższą metę drastyczne wyrzeczenia to jak próba wyleczenia bólu zęba ciosem młotkiem w kolano. Niby chwilę działa, ale jakim kosztem; a problem finalnie i tak zostaje nierozwiązany.

 

Dalej nie widzę sensu w zamykaniu się w środowisku epileptyków.


Użytkownik Quisser edytował ten post 12 czerwiec 2016 - 20:33

  • 2

#12 Helvetti

Helvetti

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 11 postów
  • Skąd:Szczecin

Napisano 13 czerwiec 2016 - 19:26

Tak, Schopenhauer nie zniósłby mojej - MIMO WSZYSTKO - radości życia. Tak, kocham życie i jego drobne przyjemności. Cenię blask kominka, filiżankę kawy, ulubioną książkę, psa budzącego mnie rano wilgotnym nosem. Uwielbiam obserwować życie tętniące dookoła, siadać w kawiarenkach, gdzie unosi się zapach przepysznej afrykańskiej herbaty. Kocham muzykę klezmerskich kapel, flamenco, ale też ciężkiego rocka. Sama grałam kiedyś na gitarze w kapeli. Dla mnie wszystko jest ciekawe, zdumiewające. Czy kiedykolwiek spotkam kogoś, kto to zrozumie? Wątpię...

 

Dla każdego będę dziwadłem i kij z poznawaniem mojej duszy. Może mnie wydupczą, bo przynajmniej urody bogowie mi nie poskąpili. Tyle mojego. Ciao! 


  • 1

#13 Gość_Quisser_*

Gość_Quisser_*
  • Gość

Napisano 13 czerwiec 2016 - 20:50

Tak, kocham życie i jego drobne przyjemności. Cenię blask kominka, filiżankę kawy, ulubioną książkę, psa budzącego mnie rano wilgotnym nosem. Uwielbiam obserwować życie tętniące dookoła, siadać w kawiarenkach, gdzie unosi się zapach przepysznej afrykańskiej herbaty. Kocham muzykę klezmerskich kapel, flamenco, ale też ciężkiego rocka. Sama grałam kiedyś na gitarze w kapeli. Dla mnie wszystko jest ciekawe, zdumiewające. Czy kiedykolwiek spotkam kogoś, kto to zrozumie? Wątpię...


Tłumacząc na polski: adorujcie mnie, udowadniajcie że się mylę :)
 
Większość ludzi ma w dupie czy ktoś inny ma epilepsję czy nie. Zwłaszcza, że poza momentem samego ataku jest to choroba niewidoczna. A jak się ktoś w kimś zabuja, to też inaczej podchodzi do ujawnionych przez tamtą osobę rewelacji. I to co z początku faktycznie mogłoby odpychać, traktowane jest jako wyzwanie albo w ogóle ignorowane.
 

Dla każdego będę dziwadłem i kij z poznawaniem mojej duszy. Może mnie wydupczą, bo przynajmniej urody bogowie mi nie poskąpili.


Uroda jest, dupczenie jest, zainteresowania są - w moim rozumieniu pacjentka zdrowa. Następny proszę!


Użytkownik Quisser edytował ten post 13 czerwiec 2016 - 21:33

  • 0

#14 Helvetti

Helvetti

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 11 postów
  • Skąd:Szczecin

Napisano 14 czerwiec 2016 - 09:55

Tłumacząc na polski: adorujcie mnie, udowadniajcie że się mylę :)
 
Większość ludzi ma w dupie czy ktoś inny ma epilepsję czy nie. Zwłaszcza, że poza momentem samego ataku jest to choroba niewidoczna. A jak się ktoś w kimś zabuja, to też inaczej podchodzi do ujawnionych przez tamtą osobę rewelacji. I to co z początku faktycznie mogłoby odpychać, traktowane jest jako wyzwanie albo w ogóle ignorowane.
 


Uroda jest, dupczenie jest, zainteresowania są - w moim rozumieniu pacjentka zdrowa. Następny proszę!

 

Za to ty masz coś z garem. Po co odpisujesz, skoro nie wiesz, jak to jest? Nie wiesz i nawet nie próbowałeś się dowiedzieć, jak wygląda moje życie. Nie traktuję poważnie twojej opinii.

 

Chyba nigdy nikt cię nie kochał...


  • 0

#15 Gość_kuba_*

Gość_kuba_*
  • Gość

Napisano 14 czerwiec 2016 - 11:04

Większość ludzi ma w dupie czy ktoś inny ma epilepsję czy nie. Zwłaszcza, że poza momentem samego ataku jest to choroba niewidoczna. A jak się ktoś w kimś zabuja, to też inaczej podchodzi do ujawnionych przez tamtą osobę rewelacji. I to co z początku faktycznie mogłoby odpychać, traktowane jest jako wyzwanie albo w ogóle ignorowane.

 

Większość ludzi, niestety, nie ma w głębokim poważaniu czy partner/rka jest ON czy też nie i obojętne to jest czy jest widoczne na pierwszy rzut oka czy też nie. Jakkolwiek zaklinałbyś rzeczywistość, zazwyczaj wszystko kończy się na pierwszej randce lub kolejnej z chwilą wyjawienia problemów zdrowotnych. Też nie jest tak, że ludzie chętnie o tym rozmawiają - mają na tym punkcie swoje kompleksy oraz zahamowania i boją się reakcji drugiej osoby na swoją inność... Pytanie, jeśli niesprawności nie widać na pierwszy rzut oka, informować o tym od razu czy jednak dopiero w miarę rozwijania znajomości, żeby też druga strona nie miała żalu, że gdzieś została wpuszczona w kanał. I jakoś nie widzę masowego szturmu na partnerów ON, choć zdarzają się wypadki, że jednak ludzie nie uciekają, chcą dać sobie szansę, ale to muszą chcieć nad tym popracować obie strony... Jak ktoś z kimś będzie chciał być, to będzie.


  • 0

#16 Helvetti

Helvetti

    Statysta

  • Użytkownik
  • PipPip
  • 11 postów
  • Skąd:Szczecin

Napisano 14 czerwiec 2016 - 13:14

Tak samo myślę. 

 

 

Ja dostrzegam, że piszę tonem rozkapryszonego dzieciaka: "Kochajcie mnie i akceptujcie mimo wszystko, uaaaaaaaaaaaaaaa!". 

Tylko to już jest tak rozdzierające, że tracę zdrowy rozsądek...


  • 0

#17 Gość_Quisser_*

Gość_Quisser_*
  • Gość

Napisano 14 czerwiec 2016 - 14:06

Jakkolwiek zaklinałbyś rzeczywistość, zazwyczaj wszystko kończy się na pierwszej randce lub kolejnej z chwilą wyjawienia problemów zdrowotnych[...] Pytanie, jeśli niesprawności nie widać na pierwszy rzut oka, informować o tym od razu czy jednak dopiero w miarę rozwijania znajomości, żeby też druga strona nie miała żalu, że gdzieś została wpuszczona w kanał. I jakoś nie widzę masowego szturmu na partnerów ON

 

A jak miałby wyglądać masowy szturm na partnerów ON?

 

O ile potrafię zrozumieć ludzi którzy chcą mieć jasną sytuację i przy każdej okazji odsłaniają się ze swoimi niepełnosprawnościami/słabościami, o tyle nie widzę w tym większego sensu na samym początku znajomości, gdzie lepiej pokazać się z jak najlepszej strony.

 

Podobnie jest z rozmową kwalifikacyjną - kto skupia się na eksponowaniu wad?

 

Ja to widzę następująco: Na początku każdy powinien się pokazywać z jak najlepszej strony, a gdy już zadzierzgnie więź, zobaczy po drugiej stronie sympatię, to niech się otwiera z negatywami.

 

Widziałem kiedyś weterana wojskowego na randce - stracił dłoń - przez całą rozmowę opowiadał o swoich pasjach, pracy i tak dalej, na koniec randki wspomniał o tym, że nie ma dłoni. Partnerka była zszokowana bo nie zauważyła, a gdy już sprawa się wydała, to miała potężną dawkę pozytywnych informacji na jego temat. No i umówili się na następne spotkanie.

 

Tak to się robi.


Użytkownik Quisser edytował ten post 14 czerwiec 2016 - 14:21

  • 0

#18 Gość_kuba_*

Gość_kuba_*
  • Gość

Napisano 15 czerwiec 2016 - 13:00

A jak miałby wyglądać masowy szturm na partnerów ON?


Nie do końca chodzi mi o to, że zdrowi mają się "rzucać" na partnerów ON, ale żeby było większa społecznie akceptacja takich partnerów. Gdzieś już o tym pisałem, ale tylko ok. 20% rodziców widziałoby niepełnosprawnego partnera dla swojego zdrowego dziecka.
 

O ile potrafię zrozumieć ludzi którzy chcą mieć jasną sytuację i przy każdej okazji odsłaniają się ze swoimi niepełnosprawnościami/słabościami, o tyle nie widzę w tym większego sensu na samym początku znajomości, gdzie lepiej pokazać się z jak najlepszej strony.
Ja to widzę następująco: Na początku każdy powinien się pokazywać z jak najlepszej strony, a gdy już zadzierzgnie więź, zobaczy po drugiej stronie sympatię, to niech się otwiera z negatywami.

 

Oczywiście, że nie ma co przychodzić na randkę z wypisanym na czole napisem, iż jest się ON, ale nie zawsze rozmowa wychodzi tak jak byśmy tego chcieli wg Twojego schematu i jak nasz rozmówca zacznie ciągnąć wątek, uważam, że nie ma co owijać w bawełnę. Albo rozmówca/czyni będzie nas akceptował/a takimi jakimi jesteśmy albo i nie.         
 

Podobnie jest z rozmową kwalifikacyjną - kto skupia się na eksponowaniu wad?

 

Tu poniekąd można odwrócić kota ogonem i porównać szukanie kandydata na partnera/rkę do szukania pracy. Także i tu jest odwieczne pytanie - pisać tym w swoim CV, że jest się ON czy jednak nie...


  • 0

#19 slugero

slugero

    Widz

  • Użytkownik
  • Pip
  • 1 postów

Napisano 22 czerwiec 2016 - 15:42

Witaj,

 

W Szczecinie nie ma grup wsparcia. Ja z tą chorobą żyje 22 lata. Też szukam kogoś kto mnie zrozumie. Każdy kto dowie się, że mam padaczkę odsuwa się ode mnie. Chętnie z  kimś porozmawiam, może uda mi się kogoś podnieść na duchu. Zapraszam do kontaktu.

 

Moderator:

Na forum, podobnie jak i na Randkach, publicznie nie podajemy swoich danych kontaktowych.


Użytkownik kuba edytował ten post 22 czerwiec 2016 - 16:53
Usunięto nr GG

  • 0

#20 thraikill

thraikill

    Podpowiadacz

  • Użytkownik
  • PipPipPipPipPip
  • 191 postów

Napisano 23 czerwiec 2016 - 09:08

Widziałem kiedyś weterana wojskowego na randce - stracił dłoń - przez całą rozmowę opowiadał o swoich pasjach, pracy i tak dalej, na koniec randki wspomniał o tym, że nie ma dłoni. Partnerka była zszokowana bo nie zauważyła, a gdy już sprawa się wydała, to miała potężną dawkę pozytywnych informacji na jego temat. No i umówili się na następne spotkanie. Tak to się robi.


To o czym piszesz jest możliwe tylko kiedy niepełnosprawność nie rzuca się zbytnio w oczy. W przypadku kogoś z bardzo widoczną niepełnosprawnością, to się raczej nie sprawdzi. Interlokutor najpierw dostrzeże np. wózek, czy wadę wymowy, dopiero później osobę która na tym wózku siedzi. Szczególnie prze.... mają pod tym względem osoby z wadą wymowy. Im szczególnie trudno opowiedzieć o swojej pracy, pasjach i tak dalej...



P.S. Proszę nie odebrać tego postu jako narzekania typu: "jaki to ja jestem biedny niepełnosprawny i samotny". Nie zwykłem rozczulać się nad sobą, a jeżeli chodzi o kontakty z płcią przeciwną, to przed wypadkiem wyłajdaczyłem się dość za całe życie :devil:


  • 1



Również z jednym lub większą ilością słów kluczowych: grupa wsparcia, padaczka, epilepsja, szczecin, zachodniopomorskie

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych